Pierwszy poranek na nowej wyspie. O ósmej rano ma wypłynąć prom na Evię. Ustawia się kolejka samochodów i ciężarówek. Myślę sobie odważni, bo wieje dziś ostro i nawet w porcie fale są konkretne. Większe musiały być na morzu, bo po jakimś czasie samochody odjechały, wrota promu się zamknęły, pani sprzedająca w budce bilety na prom, też sobie poszła. Czyli prom dzisiaj nie odpłynie, dziś jest on nam niepotrzebny, ale za kilka dni by się przydał 😉 Prognozy pokazują, że w miarę spokojne morze zrobi się od wtorku, więc musimy przetrwać na wyspie mniejszej od Wrocławia jakieś pięć dni. Zwiedzimy więc ją chyba dosyć dokładnie. Napiętrza też się już praca, więc gorszą pogodę wykorzystamy na księgowanie i inne zaległości w pracy. Na razie idę do piekarni po świeży chleb i jemy śniadanie.









Po śniadaniu w porcie uzupełniamy wodę i ruszamy na podbój wyspy. Skiros (Skyros) położona na Morzu Egejskim, należąca administracyjnie do archipelagu Sporad Północnych. Jest największą wyspą tej grupy, lecz jednocześnie jedną z mniej turystycznych, co nadaje jej spokojny i autentyczny charakter. Wyspa wyróżnia się dużym zróżnicowaniem krajobrazu. Północna część Skiros jest górzysta, porośnięta lasami sosnowymi i poprzecinana wąskimi dolinami. Południe ma zupełnie inny charakter – jest suche, skaliste i bardziej surowe, z rozległymi płaskowyżami. Linia brzegowa oferuje liczne plaże, zarówno piaszczyste, jak i kamieniste, często mniej uczęszczane i dzikie. Stolicą wyspy jest miasto Skiros (Chora), malowniczo położone na wzgórzu. Skiros słynie z bogatej tradycji kulturowej. Charakterystyczne są ręcznie rzeźbione meble, ceramika oraz hafty. Wyspa znana jest również z unikalnych obrzędów karnawałowych, zwłaszcza postaci „Gerosa” i „Koreli”, które należą do najbardziej archaicznych zwyczajów w Grecji. Dodatkową ciekawostką są małe, rodzime konie – kuce skyryjskie – żyjące półdziko na wyspie. Dzięki połączeniu dzikiej przyrody, silnie zakorzenionej tradycji i spokojnej atmosfery, Skiros jest atrakcyjnym miejscem dla osób poszukujących mniej komercyjnej strony Grecji, z dala od masowej turystyki.







Park Yannisa Komboyannisa. Tuż przed wjazdem do miasta Skyros, w miejscu zwanym „Chatzigeraki”, znajduje się wystawa sztuki. Wzdłuż plaży, na otwartej przestrzeni, dumnie stoją imponujące rzeźby, tworząc estetykę otwartego muzeum sztuki nowoczesnej, która urzeka i fascynuje oczy i zmysły. Historia tej oryginalnej otwartej galerii wydaje się bardzo ciekawa. W 2006 roku na Skyros odbyło się pierwsze sympozjum rzeźbiarskie poświęcone „krainie skyryjskiej”. Uczestniczyli w nim: P. Dritsonas, C. Lazopoulou, S. Mavromichalis, G. Moysis, A. Patselis, D. Christogiannis i S. Katsarelias. ympozjum odbyło się z inicjatywy nieżyjącego już ceramika Yannisa Komboyannisa, a jego sponsorami były gmina Skyros i prefektura Evia. Wsparcie ze strony lokalnej społeczności skupiło się na kwestiach związanych ze zaspokajaniem codziennych potrzeb praktycznych artystów. Intencją artystów było zgrupowanie rzeźb w miejscu widocznym z morza, z dala od budynków, ze Skyrian Land, który stanowił tło dla wszystkich rzeźb, tak aby zachować dynamikę, jaką wszystkie one tworzą. Te rzeźbiarskie dzieła sztuki nawiązują do Ziemi i Morza Skyros, rozwijają kontrasty, takie jak jałowa i żyzna gleba charakteryzująca wyspę, a także stawiają pytania o kwestie egzystencjalne, żyzność i wartość natury. Wysuwają na pierwszy plan bogatą mitologię i pierwotną historię tego miejsca, ale także ubóstwiają skyryjskie stworzenia, niezależnie od tego, czy są to istoty żywe, jak skyryjski koń, czy postacie fikcyjne, tworząc w ten sposób artystyczną panoramę, w której odbija się i odzwierciedla kultura Skyrów. Park Komboyanni, bo tak się go nazywa, stanowi manifest kulturowy, który z jednej strony promuje sztukę, rzeźbę, kreatywność i pomysłowość, a z drugiej strony kompleksowo opisuje bogatą kulturę skyryjską, odciskając wyraźny ślad na współczesności.



















Po przejechaniu 10 kilometrów docieramy do stolicy wyspy. Miasto Skyros, często nazywane Chora Skyrou jest głównym ośrodkiem administracyjnym i kulturalnym greckiej wyspy Skyros. Miasto usytuowane jest amfiteatralnie na wzgórzu, co nadaje mu bardzo charakterystyczny wygląd. Zabudowa składa się głównie z białych, tradycyjnych domów o prostych bryłach, wąskich uliczek oraz licznych schodów, typowych dla architektury egejskiej. Nad miastem dominuje średniowieczny zamek wenecki, zbudowany na miejscu dawnego akropolu, który stanowi jeden z najważniejszych punktów orientacyjnych wyspy.
Skyros wyróżnia się silnie zachowaną lokalną tożsamością. Tradycje, folklor i rzemiosło – zwłaszcza ceramika, rzeźbione meble oraz hafty – odgrywają istotną rolę w życiu mieszkańców. W mieście znajdują się liczne muzea, w tym muzeum folkloru Manosa Faltaïtsa oraz klasztor św. Jerzego, który ma duże znaczenie historyczne i religijne.
Atmosfera miasta jest spokojna i autentyczna, mniej turystyczna niż na innych wyspach greckich. Skyros łączy w sobie elementy kultury cykladzkiej i północnoegejskiej, co czyni je miejscem unikatowym. Z miasta rozciągają się szerokie widoki na Morze Egejskie oraz okoliczne wybrzeże, a niedaleko znajdują się plaże i naturalne zatoki.
W ostatnich latach zjechaliśmy już kawał Europy a i w Grecji też byliśmy kilka razy, ale na krótszych tripach, co wymuszało zwiedzanie bardziej topowych miejsc. Teraz jesteśmy już trzy miesiące w Grecji to jest pierwsze miejsce, które wzbudziło w nas zachwyt. Zgubiliśmy się w wąskich uliczkach i pokonaliśmy tysiące schodów. Miasteczko naprawdę jest urocze, sama wyspa przypomina trochę Santorini. Domki fajnie bielone, wszystko bardziej zadbane niż to co widzieliśmy do tej pory. Dziesiątki starych kaplic, ale wszystkie zamknięte. Zamek też mogliśmy zobaczyć tylko z dołu, bo był zamknięty. Mimo to fajnie spędziliśmy dzień, kończąc go w przytulnej knajpce, z pięknym widokiem na wyspę.









































































































































































Miasto ma tysiące schodów, ale i chyba tyle samo kotów. Nie obok wszystkich da się przejść obojętnie. Jednooka, bezzębna kotka skradła nasze serducha. Kocie kabanoski musieliśmy jej rozdrabniać, bo nie była w stanie ich jeść. Nie miauczała, ćwierkała i przeszła za nami pół miasta. Jeszcze wieczorem nie mogliśmy się pogodzić z jej losem i mało brakowało i bym po nią poszedł. Znowu musieliśmy odpuścić i zachować zdrowy rozsądek.













Do kampera wróciliśmy już po zmroku, to był naprawdę fajny dzień 🙂





Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
