Dzień 325 – Beskid Niski

Wyrwaliśmy się ze szponów rozrywki, głośnej muzyki, gofrów, lodów, automatów do gier i dzikich tłumów. Ruszamy na zachód w znacznie spokojniejszy Beskid Niski, ale zanim tam się zaszyjemy na kilka dni, trzeba uzupełnić lodówkę. Biedronka w Myczkowie brak wolnych miejsc na parkingu. No tak w piątek zakończyła się pierwsza wojna światowa, to trzeba się zaopatrzyć na drugą w niedzielę 😉 Dobra zrobimy zakupy w Lesku, tutaj rondo zakorkowane, że korek zaczyna się przed mostem na Sanie, ale o dziwo w Lidlu w miarę spokojnie. Prowiant uzupełniony więc ruszamy Doliną Osławy w kierunku Komańczy. Po drodze zatrzymujemy się w Czaszynie, by zobaczyć dawną murowaną cerkiew przekształconą w kościół katolicki.

Pierwotna cerkiew greckokatolicka pw. św. Mikołaja w Czaszynie była wzmiankowana już w 1761 roku. Obecny murowany budynek został wzniesiony w latach 1825–1835, a w 1835 roku konsekrowany. Jego fundatorką była właścicielka wsi, Apolonia Łempkowska. Po II wojnie światowej, po wysiedleniu ludności greckokatolickiej (Akcja „Wisła”), obiekt został przekazany parafii rzymskokatolickiej. Parafia w Czaszynie została erygowana w 1952 r. Remonty przeprowadzono w latach 1954 i 1969, co doprowadziło do utraty wielu cech stylistycznych, w tym zniknięcia dwóch kopuł na rzecz sygnaturki nad nawą i wieżyczki nad babińcem. Do około 2010 roku budynek służył jako kościół parafialny, aż do budowy nowej świątyni, konsekracja której miała miejsce 18 września 2011 r. Wnętrze pierwotnie zdobiła bogata dekoracja malarska. Do dziś zachowała się polichromia przedstawiająca Opiekę Matki Bożej. Iconostas nie przetrwał do dziś — pozostał jedynie ołtarz Matki Bożej w nawie bocznej.

Po drugiej stronie drogi warto też wejść na miejscowy cmentarz. Na końcu współczesnego miejsca pochówków zachowały się stare nagrobki obrządku wschodniego.

W Komańczy odbijamy na zachód i wjeżdżamy w Beskid Niski. Czystogarb i przystanek przy drewnianym wiejskim kościółku. Obecna świątynia to drewniany kościół filialny pod wezwaniem Dobrego Pasterza, wzniesiony w 1991 roku. Zbudowano go przy użyciu drewna ze starej, nieużytkowanej kaplicy z Turzego Pola, a prace wykonał cieśla Antoni Franczak. W 1992 roku kościół został poświęcony przez biskupa Ignacego Tokarczuka jako filialny względem parafii św. Onufrego w Wisłoku Wielkim. Poprzednią świątynią istniałą tu przed wojną była cerkiew greckokatolicka pw. św. Michała Archanioła, wybudowana ok. 1900 (lub 1899), w stylu ukraińskim – trójkopułowa, bogato zdobiona ciesielskimi motywami – która spłonęła w sylwestrową noc 1945 lub w 1946 roku.

Zaraz za wsią przy drodze znajduje się cmentarz wojenny z I Wojny Światowej. To jeden z kilku cmentarzy z lat 1914–1915 na terenie gminy Komańcza, dokumentujących ciężkie walki podczas operacji karpackiej.

W dawnym Wisłoku Górnym (obecnie część administracyjna Wisłoka Wielkiego, gmina Komańcza, powiat sanocki) istniała niegdyś cerkiew greckokatolicka wraz z przycerkiewnym cmentarzem. Obszar ten był jednym z centrów łemkowskiej parafii (parochia) i funkcjonował intensywnie aż do połowy XX wieku. Na cmentarzu zachowały się fragmenty kamiennego cokołu po krzyżu upamiętniającym rodzinę Kordan oraz ślady muru otaczającego teren nekropolii. Mur prawdopodobnie zrozbierano po wojnie — może na materiał dla Państwowego Gospodarstwa Rolnego lub przez wojsko budujące drogę w okolicy. Zachowały się jedynie m.in. kamienne nagrobki oraz cokoły, które były podstawą krzyży lub epitafiów oraz chrzcielnica.

Czas zrobić już biwak i odpocząć po Bieszczadach. Odpocząć, ale i popracować, bo klienci przysłali już sporo faktur, więc trzeba zabrać się też ostrzej za księgowania. Na biwak wybieramy sprawdzoną już wiatę przed Wolą Niżną. Na miejscu jeden kamper, ale młodzi ludzie już się pakują. Wypożyczyli domek na kółkach na podróż poślubną. Mówią, że tak im się to spodobało, że teraz czas na zakup swojego. Ustawiamy się i chwila oddechu.

W lesie sucho jak diabli, wszystko chrzęści i tylko tak dla spokojności sumienia idę sprawdzić czy są grzyby. Okazuje się, że mimo suszy idzie coś nazbierać.

Kasia jak to zobaczyła, to oczywiści też chciała iść do lasu. Zrobiła na szybko żurek i zaraz potem spacerowaliśmy po lesie. Zbiory całkiem całkiem, ale wszystkie prawdziwki robaczywe. Jedynie borowiki ceglastopore zdrowe, ale też dwa rydze, podgrzybek i dwa kozaki.

Słońce chyli się ku zachodowi, robi się chłodniej i przyjemnie. Kilka aut przyjechało podziwiać zachód słońca, ja też poczyniłem kilka fotek z ziemi i powietrza.

Już prawie mieliśmy się chować do kampera, a tu zajeżdża kamper a w nim nasi znajomi z ostatniego zlotu. Więc resztę wieczoru przegadaliśmy. Siedziało się fajnie, ale o 22:00 wszyscy poszli grzecznie spać. Znajomi jutro rano już wracają do domu, a my chyba zmienimy miejsce, bo na wiacie jest informacja o rezerwacji na jutrzejszy dzień i boimy się, że może tu być głośno.

No votes yet.
Please wait...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Odkryj więcej z Czas na Life

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.