Tak jak wczoraj przewidywałem, po wczorajszych imprezach raczej nie nadawałem się do jazdy samochodem 😉 No nic, trzeba jakoś przetrwać ten dzień, dojść do siebie i pojechać dalej jutro. Do południa mieliśmy jeszcze cień przy kamperze, więc szło jakoś wytrzymać. Potem poszliśmy na przystań coś zjeść i popływać w Solinie. Obiecałem też Jackowi trochę zdjęć przystani z lotu ptaka, więc było trochę polatane.















Po obiedzie drugi Jacek z Jolą zaprosili nas na kawę i wino na łajbę. Posiedzieliśmy, pogadaliśmy, popływaliśmy w jeziorze i tak zleciało popołudnie

Wieczorem już nie daliśmy się namówić na kolejną imprezę. Jedno piwko i uciekliśmy do kampera, by uciekać stąd na drugi dzień. Nie chcecie wiedzieć jak wygląda długi weekend w Polańczyku. Tłumy ludzi, zakorkowane uliczki, gorąc, więc wszyscy pchają się nad wodę. Wszędzie kolejki, rozwrzeszczane bąbelki i wszechobecna muzyka. Wieczorem musimy czekać do 23 by iść spać. Na campingach dyskoteki, muzyka się miesza Zenek, zagłusza Gąsowskiego, oj nie są to już takie same „zielone wzgórza nad Soliną” jak kiedyś, gdy było słychać tylko dźwięki gitar, a przy ogniskach żeglarze śpiewali szanty. Tak sobie myślimy, jak ludzie mogą tu wypoczywać i jeszcze za to płacić grube pieniądze. Na szczęście dziś już się pilnowałem i jutro będziemy mogli opuścić ten grajdołek.

Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
