Rano nasi gospodarze ruszyli w kierunku Bałtyku na długi weekend, a my zostaliśmy sami na gospodarstwie. Kasia wzięła się za księgowanie, a ja za dopieszczanie kampera. Kurde już tyle dni sprzątania, drobnych napraw i końca nie widać. W sumie po 16 miesiącach w podróży trochę się tego nazbierało. Na szczęście do ogarnięcia już tylko kokpit kabiny, łazienka i będzie można pakować bambetle na kolejny trip.


Pod wieczór po całym dniu pracy chwila zasłużonego odpoczynku w jacuzzi, niby nic szczególnego, ale z takim widokiem to jednak przyjemniej. Jutro święto, więc chyba więcej posiedzimy w bąbelkach. Tutaj na wiosce, ludzie bardzo pobożni, więc my poganie nie będziemy drażnić sąsiadów dalszymi pracami 😉



Na koniec tradycyjnie zachodzik słońca 🙂



Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
