Gutosław, to kot, który do poniedziałku jest pod naszą opieką. Gutek, to nie jest domowy kanapowiec, ale łazęga, która do domu przychodzi tylko na michę i czasami na głaski. Dostało biedaczysko jakieś alergiczne zapalenie spojówek i musimy mu kilka razy dziennie zakraplać oczy, więc jak tylko się pojawia, to go przechwytujemy. Z dnia na dzień coraz mniej jest zadowolony z tych zabiegów, ale na szczęście przychodzi co najmniej trzy razy dziennie.



Dzisiaj był dzień przy garach, a raczej przy jednym ogromnym garze. Szykujemy sobie bigos na kolejne wyprawy. W każdym kraju jest jakieś ciekawe jedzonko, które staramy się próbować, ale po kilku miesiącach jednak tęskni się za tym typowo polskim. Część można przyrządzić na miejscu, ale są takie potrawy, których składniki ciężko kupić w innych krajach. Dlatego niedawno na pokładzie kampera wylądowały dwie nowe lodówki Yolco. Jedna 90-tka jako lodówka i 30-tka jako zamrażalnik. Teraz na dłuższe wyjazdy możemy sobie zabrać kaszankę, polską kiełbasę i pyszny Kasi bigos. Dlatego dziś wielkie gotowanie bigosu.






Po południu miało być jacuzzi i lenistwo na tarasie, ale najpierw przyszedł zimny wiatr, a potem zaczęło lać. Z jednej strony dobrze, bo nie będziemy musieli podlewać zewnętrznego ogrodu. Z obowiązków zostało podlanie tylko pomidorów, ogórków i papryki pod folią. Rozpogodziło się dopiero na zachód słońca, więc jak co dzień landszafcik z tarasu.




Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
