Poranek w głębokiej dolinie górskiej był dosyć rześki, więc szybko się zebraliśmy i ruszyliśmy dalej. Trasa SH20 po zimie była tu trochę wymagająca. Asfalt dawno się skończył, a szutrowa droga była w wielu miejscach uszkodzona przez topniejące śniegi. Było też osuwisko, ledwo co naprawione, pewnie kilka dni temu byśmy tędy nie przejechali. Mimo to było super, dzikie Góry Przeklęte zapewniały nam co zakręt nowe widoki. Dlatego też dosyć długo jechaliśmy, zatrzymując się co chwilę na foto stopy. W końcu pojawił się na nowo asfalt, a mnogość bunkrów świadczyła, że zbliżamy się do granicy z Czarnogórą.






























































Gdy wjechaliśmy do Czarnogóry, skierowaliśmy sie w Góry Komovi. Góry Komovi są dosyć charakterystycznym pasmem Gór Dynarskich, które ciągną się przez Półwysep Bałkański wzdłuż Adriatyku. Położone są w Czarnogórze, między rzekami Lim, Tara i Drcka oraz pasmem Prokjetije. Znajdziemy je w południowo-wschodniej części tego kraju. Komovi należą do jednych z najwyższych pasm górskich Gór Dynarskich. W oczy rzucają się od razu dwa wyraźne i wysokie szczyty tego niezbyt rozległego masywu, który choć niewielki to osiąga imponujące wysokości. Kom Kučki i Vasojevički Kom przekraczają tu wysokość 2400 m n.p.m. Pierwszy wznosi się na wysokość 2487 metrów ponad poziom morza, drugi na 2461 m n.p.m. W tym regionie wysokością przegrywają jedynie z Górami Durmitor i Prokletije. Oczywiście znajdziemy tu szlaki turystyczne, którymi zdobędziemy najważniejsze szczyty, ale nie które z nich wymagają trochę umiejętności, gdyż ich stoki są bardzo strome. Warto jednak zdobyć dosyć łatwy w trekkingu Vasojevički Kom, bo panoramy ze szczytu zapierają dech w piersiach. Tak samo dech zapiera tutaj szata roślinna, jeżeli wybierzemy się tu w maju, to na pewno nie pożałujemy. Łąki pokrywające zbocza aż kipią od mnogości kwitnących roślin. W miejscach gdzie tylko wiosenne słońce wytopi śnieg, wybucha zieleń i cała paleta kolorów kolorowych kwiatów. Góry Komovi są łatwo dostępnym pasmem, gdyż trekking można rozpocząć z wysokości 1780 metrów. Na tej właśnie wysokości znajdziemy pastersko-turystyczną osadę Štavna, do której możemy dojechać samochodem. Już sam pobyt w tym miejscu zaspokoi nie jednego miłośnika gór. Miejsce to oferuje również przepiękne widoki i możliwość podpatrywania codziennych zajęć tutejszych górali, gdyż zachowało się tu jeszcze sporo autentycznych szałasów pasterskich. Działa tu także skromne zaplecze turystyczne, ośrodek Eko Katun, oferuje noclegi w bungalowach, możliwość rozbicia namiotu i popróbowania lokalnych smakołyków w małej i miłej restauracji.


























































W tych pięknych okolicznościach przyrody nie pozostało nam nic innego jak rozbić biwak. Miejsce było naprawdę mega widokowe i otaczały nas kobierce wiosennych kwiatów. Jak to mawia mój kolega leśniczy z Bieszczadów, można dostać florgazmu. Do końca dnia robiliśmy sobie dłuższe i krótsze wycieczki po okolicy. Ja gimnastykując przy fotografowaniu flory zgubiłem w końcu kluczyki od auta. Na szczęście pamiętałem, gdzie przybierałem różne dziwne pozy przy zdjęciach i razem z Kasią po około pół godziny znaleźliśmy zgubę. Choć stracha już mieliśmy. I tak w końcu doczekaliśmy do pięknego zachodu słońca. Powietrze się ochłodziło i zrobiła się taka przejrzystość powietrza, że mogliśmy dostrzec bardzo oddalone Góry Durmitor.




















Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
