Poranek nad Jeziorem Sulejowskim, ekipy jeszcze śpią, tylko wędkarze pojawili się o świcie.



W końcu wszyscy powstawali, wspólna kawa, ale bez śniadania, bo Małgosia ze Zbyszkiem jadą dalej, bo są umówieni z kolejnymi znajomymi w Kielcach. Śniadanko więc jemy sami.


No dobra, Kasia zakasa rękawy i wbija do kampera pracować, bo 20 już za rogiem, a tu księgowanie w tym miesiącu idzie jak krew z nosa. Na razie z KSeF jest straszny bajzel, bo w obiegu są i e-faktury i elektroniczne. Przychodą papierowe, a za chwilę z KSeF i jak kopciuszek trzeba sprawdzać, co do księgowania, co duplikat. No ale cały dzień spokoju, więc robota powinna pójść ostro do przodu.

No niestety, nie tak łatwo. Pikną telefon, patrzę wiadomość, czytam. Jesteście jeszcze nad zalewem, bo byśmy wpadli? No tak mamy znajomych w Piotrkowie, czyli rzut beretem od zalewu. Piszę do piotrka, że tak, ale Kasia musi trochę popracować, no to umawiamy się po południu. Parę ładnych lat się nie widzieliśmy, więc jest o czym pogadać. Piotrek z Sylwią wpadli tylko na wizytę dzienną, więc Kasia na szybko zrobiła zapiekankę w Omni, choć ochota była na pieczone ziemniaki z ogniska. Niestety teren jest tak wyczyszczony z opału, że nie było na to szans. Piotrek pojechał gdzieś na stacje paliw i kupił dwie paczki drewna, żeby chociaż posiedzieć przy małym ognisku.



Goście pojechali, Kasia wraca do roboty, oj będzie dziś klepanie po nocy. Nie wiem kiedy skończyła, bo już spałem. Powoli się zastanawiamy, czy to był dobry pomysł wracać do Polski i spędzać tutaj wiosnę. Z roku na rok znajomych przybywa w zastraszającym tempie i wychodzi na to, że gdzie nie pojedziemy, to trzeba się z kimś spotkać 😉 Jak tak dalej pójdzie, to na jakiś odwyk będzie trzeba iść 😉 A na horyzoncie kolejne 3 spotkania.


Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
