Pracy się nawarstwiło, ja dodatkowo muszę reanimować komputer, więc postanowiliśmy zostać na miejscu jeszcze jeden dzień. Parchatka chyba to wyczuła, bo od rana wpatrywała się w okno z nadzieją, że zostanie wypuszczona. Skoro taka decyzja, to niech lata od rana.

Na śniadanie nasz tutejszy przysmak, czyli Rillettes, dziś kurczakowe, ale są też wieprzowe, a nawet rybne.

Po śniadaniu Kasia księguje a ja walczę z przywróceniem systemu. Udało mi się znaleźć tajne komendy, by Windows dało się zainstalować bez internetu. Ale taka instalacja to tzw konto lokalne z okrojoną zawartością. Nadal nie działa internet, żeby zalogować się do Microsoftu i utworzyć już konto właściwe. Ale teraz już łatwiej wgrać sterowniki karty sieciowej i po tej operacji komputer jest wskrzeszony. Dobrze, że wykupiliśmy internet bez limitu, bo oczywiście Windows zaczął pobierać i instalować pierdylion aktualizacji. Ale koło południa udało mi się już przygotować sprzęt do normalnej pracy.




Dziś znowu mieliśmy też nalot myśliwców wojskowych, za którymś razem udało mi się jednego złapać na zdjęciach.




Dziś też mamy taką małą rocznicę, dokładnie 10 lat temu się poznaliśmy. Mieliśmy zamiar to uczcić obiadem w tutejszej restauracji, bo zdjęcia potraw w Google dobrze wróżyły. Parchatka jednak poszła w cholerę na dłuższą wycieczkę i obiad musieliśmy ogarnąć w kamperze, a rocznicowy był szampan i serki.



Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
