Od jakiegoś czasu rozglądamy się za jakimś siedliskiem, nie, żebyśmy chcieli zrezygnować z kampera, ale przydała by się jakaś fajna przystań na wiosnę, lato i jesień, gdzieś w ładnych okolicznościach przyrody. Na zimę jednak będziemy uciekać kamperem na południe Europy.
Trochę już miejsc obejrzeliśmy na Mazurach i Warmii, aż tu nagle dziś rano pojawia się ogłoszenie z Podlasia. Fajna cena, na zdjęciach wygląda fajnie, no tylko 400 km od miejsca, gdzie obecnie jesteśmy. Ale oferta na tyle kusząca, że dzwonimy. Okazuje się, że jutro ma przyjechać człowiek z zaliczką i pani mówi, żebyśmy się wstrzymali i że da znać jak będzie nadal na sprzedaż. No dobra, a jak będziemy przed tym panem? Pani trochę niechętna na taki układ, ale w sumie każdemu mówiła, kto pierwszy ten lepszy. Ale jak się nie zdecydujemy, jak nie będziemy mieli zaliczki na umowę przedwstępną, to sprzeda następnej chętnej osobie.
Dopijamy w biegu poranną kawę i dzida kierunek Podlasie. Kasia ogarnia po drodze kasę, na szybko udaje się zorganizować część dzięki dobrej duszyczce, a swoje środki ogarniemy w ciągu kilku dni. Sprawdzaliśmy po drodze kredyt, ale się nie opłaca, więc trzeba naruszyć swoje aktywa.
Po 18 docieramy na miejsce. Siedlisko bajka, ale nieźle zaniedbane, kobieta mieszkała tu sama i nie dawała rady zapanować nad tym wszystkim. Oglądamy sobie dokładnie teren i mamy tak naprawdę noc na przetrawienie. Kasię trochę przeraża ogrom pracy jaki trzeba tu włożyć, pewnie i trochę będzie trzeba miejsce doinwestować. Ale ostatecznie jesteśmy na tak. Rano podejmiemy decyzję.













Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
