Wczoraj wieczorem, gdy już zamieściłem dzień na blogu, pojawił się jeszcze ciekawy zachód słońca, może nie typowy zachód, ale pięknie wybarwione niebo a od niego Łyna też przybrała kolor purpury.

Dziś już opuszczamy to fajne miejsce, ale zabawki jeszcze rozstawione, w tym ruszt, to trzeba to jeszcze wykorzystać. Kasia jeszcze śpi, a ja reaktywuje ognisko, by jak wstanie wrzucić kaszankę na ruszt. Śniadanie jemy na świeżym powietrzu i pakujemy majdan.


Jedziemy do Bartoszyc, by zwiedzić miasteczko. Znajdujemy parking blisko rynku i idziemy na spacer. Jednak uszliśmy kilka kroków i zaczyna padać, no to się wracamy do kampera przeczekać. Patrzę na radar, mała chmurka, która powinna za 40 minut sobie pójść na zachód. Potem ma być słonecznie i w końcu ciepło. Radar jednak nie zawsze dobrze przewiduje pogodę i chmurka wypiętrzyła się w chmurę burzową. Zaczęło się błyskać, a radar zmienił zdanie i pokazuje, że jednak dłużej popada. No dobra, to jedziemy do marketu zrobić zakupy i może w tym czasie chmura przejdzie. Wychodzimy z zakupami, no nie pada, ale na około granatowe chmury i grzmi. Znowu radar i znowu zmiana, będzie padało do popołudnia. Nie ma sensu spacerować w deszczu, pojedziemy sobie gdzieś pod miasto na biwak i wrócimy tu nazajutrz, tym bardziej, że zbliża się 20-sty i Kasia znowu zarobiona.
W aplikacji mamy gminne pole dla kamperów w wiosce Kinkajmy. Czytamy, że doba to tylko 20 zł, a do dyspozycji serwis kampera, woda i prąd. No dobra to jedziemy tam. Popracujemy, uzupełnimy sobie wodę i jutro ruszymy dalej. Miejsce jest nad Jeziorem Kinkajmskim, ale brzegi są mocno zarośnięte i jeziora prawie nie widać. Na miejscu okazuje się, że kamperplac jest zamknięty na cztery spusty, jest jakiś telefon, może by ktoś przyjechał otworzyć, ale czy na kilka godzin jest sens komuś tyłek zawracać, tym bardziej, że automaty serwisowe są nie czynne, więc też nie skorzystamy. Obok jest kawałek łączki, więc tam parkujemy. Nadal popaduje i dopiero późnym popołudniem niebo robi się błekitne.





Skoro aura dziś nie pozwoliła nam nic zobaczyć, to czas w kamperze przeznaczyliśmy na pracę. Do Omni wleciał kurak i się piekł. My trochę pooglądaliśmy w necie siedliska w okolicy, bo nadal czegoś ciekawego szukamy. Mamy już kilka na oku i powoli po trasie będziemy je oglądać. Ale w końcu siedliska musiały pójść na bok i na tapetę musiała wejść księgowość.

Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
