Dzień 80 – Portugalska Wenecja i powrót lata

Dzisiejszy poranek na bagnach nie zwiastował tak pięknej pogody jaka nam towarzyszyła przez cały dzień. Atak jelitówki też już zmalał, mi całkiem przeszło, Kasia jeszcze trochę cierpi, ale jest już dużo lepiej, więc możemy wrócić do zwiedzania.

Dzisiejszym głównym celem było miasto Aveiro, poprzecinane licznymi, malowniczymi kanałami określane jest mianem Portugalskiej Wenecji. Po kanałach pływają łodzie moliceiro, te wydłużone i kolorowe łódki służyły do ​​zbierania glonów i sargassum, a dziś wykorzystuje się je do wożenia turystów. Symbolem miasta są „ Ovos mole ” – słodycze przyrządzane z jajek i cukru, sprzedawane w różnych formatach w drewnianych beczkach lub zawinięte w ciasto waflowe. Aveiro zostało niedawno uznane przez czytelników brytyjskiej gazety „The Guardian” za „najbardziej romantyczne miasto w Europie”. Spacerując trafiliśmy na miejsce jarmarkowe, w którym padał śnieg. Tym śniegiem była drobna piana, ale w połączeniu ze świątecznymi przebojami, całość tworzyła pomimo 25 stopni ciepła, zimową atmosferę.

W Aveiro można też zobaczyć Salinas de Aveiro. To, co kiedyś było dobrze prosperującą działalnością gospodarczą, w ostatnich latach nieco podupadło. Pozostało jedynie kilka stawów solnych. W Eko-Muzeum Troncalhada można dowiedzieć się wiele na temat procesu ekstrakcji soli. Organizowane są tu kąpiele solne w solniskach. Znajduje się tu basen solny, a dno basenu pokryte jest naturalnym błotem z równin solnych. Wysokie stężenie soli pozwala ludziom unosić się na wodzie jak w Morzu Martwym.

Natomiast latarnia morska Farol de Aveiro zlokalizowana jest już w sąsiednim mieście – kurorcie Gafanha da Nazaré. Jest to najwyższa latarnia morska w Portugalii i druga na Półwyspie Iberyjskim, zaledwie metr poniżej latarni morskiej Chipiona w Kadyksie w Hiszpanii i jedna z najwyższych na świecie. Przy latarni znajduje się ogromna piaszczysta plaża Praia do Paredão Barra, która ciągnie się aż po horyzont.

Na południe od latarni znajduje się Casas Típicas da Costa Nova. To domy rybackie zwane „palheiros”, tradycyjne konstrukcje tego regionu portugalskiego wybrzeża, które służyły jako schronienie dla kolonii rybackich, jako szopa na narzędzia i jako stajnia dla zwierząt używanych do ciągnięcia łodzi rybackich na plażę. Początkowo domy te budowano na palach, aby zapobiec gromadzeniu się piasku z wydm niesionych przez wiatr. Kiedy pod koniec XIX wieku plażowanie stało się modne, rybacy zaczęli wynajmować swoje „palheiros” w sezonie letnim i zrodził się pomysł pomalowania desek zewnętrznych na różnorodne kolory, przypominające bogatą kolorystykę łodzi „moliceiros”. które pływają po wodach ujścia rzeki, nadając tej promenadzie wyjątkową nutę kolorystyczną, która czyni ją miejscem wyjątkowym i charakterystycznym.

Dzień zakończyliśmy Praia do Poço da Cruz. O godzinie 15 termometr wskazywał 33 stopnie, nie wiał wiatr, wiec spacer po plaży był bajkowy. Zamoczyliśmy nawet stópki, a Kasia ciut więcej, bo ogromna atlantycka fala ją podcięła i zaliczyła kąpiel.

Przy plaży jest też dosyć fajny parking, na którym zostajemy do jutra. Posiedzieliśmy jeszcze trochę na słonku, potem obiad i praca, bo księgowanie idzie już pełną parą.

No votes yet.
Please wait...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Odkryj więcej z Czas na Life

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.