Ten dzień był prawie stacjonarny. Z pola biwakowego, na którym nocowaliśmy udaliśmy się na dłuższą pieszą wycieczkę w górę Doliny Beuşniţy. Jest to bardzo urokliwe miejsce, a na górskim potoku, można podziwiać kilka wodospadów i mniejszych kaskad. Niebawem ukazuje się nam pierwszy wodospad.



Tuż za pierwszym wodospadem jest miejsce zwane Ochiul Beiului. Jest to jeziorko krasowe, które jest jednocześnie wywierzyskiem, przyciąga wzrok niesamowitymi kolorami wody i otoczeniem dzikiej puszczy karpackiej. Powierzchnia oczka wynosi około 300 metrów kwadratowych, a głębokości dochodzi do prawie 4 metrów. Jeziorko nigdy nie zamarza, dzięki źródłu, które wyrzuca wodę o stałej temperaturze 5-6 stopni przez cały rok.




Idziemy dalej w górę Beuşniţy mijając co chwilę większe i mniejsze urokliwe kaskady.



W końcu docieramy do głównego celu. Jest nim Cascada Beuşniţa. Przez tysiąclecia woda żłobiła tu w wapiennej skale różne formy, które potem porósł mech. Woda spada tu z 5 metrowej skały, tworząc kilka osobnych kaskad. Wczesną wiosną, kiedy topnieją śniegi, lub o innej deszczowej porze roku wodospad zamienia się w „Niagarę”. W okresie mniej deszczowym woda spada spokojniej kilkoma kaskadami, a w porze suchej wodospad potrafi całkowicie zamrzeć. Woda sączy się wtedy gdzieś pod mchem i jest praktycznie nie widoczna.




Wracamy do bazy, by przejechać kilka kilometrów do kolejnej atrakcji o nazwie La Tunele. Miejsce to znajduje się na rozwidleniu dróg do Doliny Beuşniţy i Wąwozu Nery. La Tunele, to skalne tunele w zboczu góry, wzdłuż rzeki Nery. Jest to do tej pory zagadka antropologiczna, skalne tunele zostały wykute ludzką ręką, ale nie wiadomo kiedy i w jakim celu. Obecnie prowadzi przez nie znakowany szlak łączący wieś Sasca Romana z Wąwozem Nery. Trasa wiedzie wykutą w skale półką na przemian z tunelami, w kilku miejscach widać przełomowy odcinek Nery, wszystko to okraszone piękną roślinnością.








Fajnie było, tunele się skończyły i wróciliśmy do samochodów. Opuściliśmy Dolinę Beuşniţy, ale nadal pozostaliśmy w Górach Aninei. Tereny te zamieszkuje mniejszość serbska, więc na obiad zatrzymaliśmy się w knajpie serwującej potrawy z za Dunaju. Jednak pleskawica nie przypominała tu tej ogromnej, oryginalnej z Serbii, a raczej nasze kotlety mielone.



Kolejnym celem był Wodospad Bigăr, ale po drodze jeszcze foto stop przy innym bezimiennym wodospadzie.


Cascada Bigăr, to niezwykle malowniczy wodospad, położony na terenie parku krajobrazowego Izvorul Bigăr. Wodospad nie imponuje ani wysokością czy wielkością, ale za to uznawany jest za jeden z najpiękniejszych w Rumunii. Został uznany przez prestiżowy portal „The World Geography” za jedną z najrzadszych formacji naturalnych na świecie. Jego wysokość to zaledwie 8 metrów. Zasilany przez wywierzysko znajdujące się powyżej i spływa do rzeki Minis po skale obrośniętej mchem. Niestety niedawno skała po której spływała woda, runęła do rzeki i wodospadu w formie jak na zdjęciach już nie zobaczycie.



Idziemy dalej do góry, by zobaczyć kolejny, już mniejszy wodospad.


Po drodze mijamy wywierzysko, które zasila Wodospad Bigăr i przeprawiamy się przez potok, by zajrzeć jeszcze do jaskini Cu Apă de la Bigăr powyżej wodospadów.






To był już ostatni punkt naszej wycieczki. Pozostało już tylko znaleźć miejsce na biwak. Wspaniale nadał się na to stary opuszczony sad, który dostarczył nam też trochę czereśni. Jak zwykle rozbijanie obozowiska, akcja opał i szykowanie uroczystej kolacji, która miała być zwieńczeniem naszej wyprawy. Na drugi dzień mieliśmy już się rzegnać.







Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
