Powoli mamy już dosyć tej pogody, kolejny deszczowy dzień. Rano zastanawiamy się co robić, bo już trudno wysiedzieć w jednym miejscu tyle dni. Ale pomysłów za bardzo brak. W Wołosatem jest spotkanie uczestników dawnego forum bieszczadzkiego, ale tam zaparkowanie kamperem na noc, kosztuje 200 zł, więc bez sensu tam jechać. Zajazd pod Caryńską? Nie znowu siedzenie w knajpie, chyba jednak nie. Jest jeszcze sporo fajnych wiat w Bieszczadach, ale tylko jechać, żeby zmienić wiatę? Tutaj mamy pod dachem i kuchnie i kominek, więc na taką pogodę, chyba najlepsze miejsce. W niedzielę pogoda ma już się poprawić, więc zapada decyzja zostajemy tutaj. Śniadanie w kamperze, a potem idę napalić w kominku.

Dzwoni Wojtek, wrócił z Ukrainy i pyta się co robimy. Też za bardzo nie wie co robić w taką pogodę, więc przyjedzie do nas. Żarcie z grilla nam się już trochę znudziło, więc trzeba rozmrozić mięso na kotlety schabowe. Siedzimy tak sobie, gadamy, w kuchni i kominku się pali, nawet przyjemnie, choć jak się odejdzie od ognia to zimno.




Mamy jeszcze rosół w lodówce, a schab ląduje na patelni, ziemniaki w wodzie a surówka z pora. Prawdziwy niedzielny obiad w sobotę. W międzyczasie pod wiatę wbija jakaś wycieczka, myślałem, że zaraz się dowiedzą, że tu zginął świerczewski i całą otoczkę zasadzki na niego, nie przyszli rozpić flaszki. Towarzystwo wstawione, wiec głośne. Na szczęście nie zabawili długo. Wojtek też po objedzie pojechał na jakiś odpoczynek i zostaliśmy sami.



Byliśmy ciekawi, czy dziś przyjdzie też niedźwiedź, ale się nie pojawił. Pod koniec za to pojawiły się pierwsze oznaki poprawy pogody, gdzieś tam zaczęło się przebijać zachodzące słońce, przestało padać, a góry zaczęły parować. To też fajny klimat i urok, ale po 1,5 tygodnia takiego klimatu, chcemy już słońca.


Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
