W końcu przestało padać i możemy gdzieś się ruszyć. Nie ma jeszcze słońca, ale po południu powinno już się pojawiać. Dziś na śniadanie galareta, którą Kasia zrobiła dwa dni temu z mięska z rosołu. Do tego ukraiński ocet, przywieziony z portugali 😉 Nie mogliśmy tam kupić zwykłego octu i dopiero w ukraińskim sklepie się udało. Ocet więc już przebył kupę kilometrów w dwie strony przez całą Europę 😉

Woda się skończyła, więc podjechaliśmy do Cisnej, by dzięki uprzejmości znajomej uzupełnić jej zapasy. Dziś przejedziemy się do Łopienki. Kasia jeszcze tam nie była, ja też już ładnych parę lat tam nie wpadałem.
W drodze do nieistniejącej wsi zatrzymujemy się przy jednym z nielicznych wypałów węgla drzewnego jakie się ostały w Bieszczadach. Kiedyś retorty dymiły na każdym kroku, teraz praktycznie zniknęły z bieszczadzkiego krajobrazu. Te w Łopience dziś nie dymiły, ale wypał wygląda, że nadal produkuje węgiel drzewny. Niedziela, więc wypalacz pewnie poszedł wydać zarobione pieniądze 😉




Dojechaliśmy do cerkwi w Łopience. Świątynia jest w remoncie zarówno wewnątrz jak i z zewnątrz. Można wejść do środka, ale wystrój jest zdemontowany. Przez chwilę rozważamy tu biwak, bo jest miejsce na ognisko i spory parking, ale z racji niedzieli jak dla nas zbyt dużo ludzi tu dziś przyjeżdża.
Łopienka została założona w XVI wieku, dokładnie około 1543 r., przez rodzinę Balów. W 1939 roku liczyła 361 mieszkańców. W latach 1946 i 1947 została całkowicie wysiedlona w ramach „Akcji Wisła”, a zabudowania z czasem zostały rozebrane. Jedynym zachowanym budynkiem jest murowana cerkiew greckokatolicka z 1757 roku, która od 1983 roku stopniowo remontowana. Do tradycji Łopienki, wznowionej w 2000 roku po kilkudziesięciu latach przerwy, należy odbywający się co roku w pierwszą niedzielę października odpust. Odprawiane jest nabożeństwo ekumeniczne przedstawicieli kościoła rzymskokatolickiego i wschodniego.
Obecnie z inicjatywy Towarzystwa Karpackiego prowadzone są tu prace archeologiczne, które mają na celu odsłonięcie fundamentów ważniejszych zabudowań Łopienki, takie jak plebania, karczma, czy młyn wodny. Po zakończeniu tych prac, ma je połączyć ścieżka historyczna.
Powyżej doliny znajduje się dawny cmentarz. Zachował się tu jedynie jeden nagrobek. Pamiętam jak byłem tu w latach 90, to nagrobków było więcej, muszę sięgnąć do analogowych zdjęć, bo pamiętam, że je utrwaliłem.
Zrobiliśmy sobie jeszcze spacer doliną i na biwak postanowiliśmy jechać gdzieś indziej.












































Jedziemy dalej, na chwilę zatrzymuję się przy Kapliczce Szczęśliwego Powrotu. Kibakowa kapliczka zlokalizowana jest na terenie opustoszałej obecnie wsi Polanki. Istnieje wiele legend na temat powstania kapliczki, jedna z nich mówi, że kapliczkę wzniósł niejaki woźnica Kubik w 1848 r. Mężczyzna ten, przejeżdżając zaprzęgiem zwężonym fragmentem drogi, napotkał na niej zdążających w przeciwną stronę żołnierzy rosyjskich. Ci, by nie tracić czasu, przesunęli jego wóz na krawędź drogi, chcąc przejść. Droga była jednak za wąska i zaprzęg runął w przepaść. Kubik cudem ocalał, za co wdzięczny postanowił postawić w tym miejscu kapliczkę.


Nadeszła pora obiadowa, wiec chyba już trzeba zrobić biwak. Los znowu nas rzucił do wiaty Otaczarnia. Bałem się, że w niedzielę będzie tu ciasno, ale okazało się, że była tu tylko grupa łuczników, która zaraz się zwinęła, kilku spacerowiczów i po chwili zostaliśmy sami. Miało być coś na szybko, jakaś zupa i kiełbasa z kija. Pogoda zrobiła się jednak na tyle fajna, że postanowiliśmy posiedzieć przy ognisku. A jak już robimy większe ognisko, to można popracować nad czymś fajniejszym. I tak na ruszcie wylądowały skrzydełka, które wcześniej trzeba było rozmrozić. I tak powoli minął dzień, a jutro już w końcu będzie słonecznie na maxa.









Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
