Dzień 462 – Sylwester bez fajerwerków

Coraz częściej dochodzimy do wniosku, że różnorakie święta, na które ludzkość czeka z utęsknieniem, by je przeżywać lub się bawić, coraz mniej nas kręcą. Nie wiem czy to wiek, czy może bieżący styl życia w podróży? Nie wiem. Tak jest i z Sylwestrem i Nowym Rokiem, przechodzimy te dni bez jakieś spiny, zaangażowania i przygotowań. Oczywiście szampan w lodówce się chłodzi na przywitanie nowego roku, coś tam do podjadania w sylwestrowy wieczór, ale bez uginających się stołów i wystrzałowej zabawy. Co ciekawe jakoś nam się nie tęskni do sylwestrowego szaleństwa, hucznych imprez i kaca w Nowy Rok 😉 Dzisiejsze zakończenie roku postanowiliśmy spędzić na luzie, tak naprawdę nic nie robiąc. Gdyby nie zawalone skrzynki wiadomości życzeniami sylwestrowymi i noworocznymi, to byłby prawie dzień, jak co dzień. Z gości, wpadł do nas tylko z rana lis 😉

Pogoda nie była dla nas łaskawa na Sylwestra. Co prawda były chwile ze słońcem, ale większość dnia było pochmurno i wiał zimny wiatr z północy. Nie było szans, żeby posiedzieć na zewnątrz. Planowaliśmy jakiś spacer po okolicy, ale przełożyliśmy go na jutro, jak wróci słońce.

I co robimy? Po śniadaniu kawa i słodki deserek, potem Kasia sobie coś tam szydełkuje, ja coś tam gmeram w komputerze. Na obiad dojadamy ostatnie krokiety, mieliśmy robić pieczony boczek z ziemniakami, ale jakoś nie byliśmy głodni, a trzeba też zostawić miejsce na wieczór na przekąski. Potem sjesta, trochę poleżeliśmy i można zaczynać wieczór sylwestrowy.

Na wigilię nie udało się ubrać choinki, za bardzo nie mieliśmy przy kamperze jakiegoś drzewka, zresztą święta były ze znajomymi na źródłach termalnych i nie było za bardzo nawet czasu na to. Tutaj mamy za oknem fajny krzaczek, więc rozwiesiłem światełka, by nam było przyjemniej.

No to co robimy? Pokroiliśmy polską szyneczkę, jakiś tutejszy twardy ser, oliwki, rybki anchois i odpaliliśmy Netfliksa. To będzie filmowy wieczór sylwestrowy. Jakoś nie mogliśmy się zebrać na obejrzenie jednym ciągiem Heweliusza, więc dziś nadrobiliśmy zaległości. Wybór filmu nie był dobry, bo niebawem czeka nas rejs na Kretę, a Kasia stwierdziła, że teraz po obejrzeniu Heweliusza, to ona nie płynie 😉 Serial zaliczony i z utęsknieniem patrzymy na zegarek, chętnie już byśmy poszli spać, ale szampana o 24 trzeba wypić 😉 Na szczęście przez różnicę czasu, w Grecji Nowy Rok przywitamy godzinę wcześniej 😉

Miejsce wybraliśmy odludne, by koty nie stresowały się fajerwerkami. Okazało się, że niepotrzebnie. W Grecji, albo akurat w tej okolicy odpalanie fajerwerków nie jest chyba takim zwyczajem jak w Polsce. Może jest zabronione? Nie wiem. Gdy wybiła 24 była totalna cisza. Z wyspy mamy widok na kawał wybrzeża interioru, kupę wiosek, miasteczek, nigdzie w niebo nie wystrzeliło żadne światełko, nic nie huknęło. Jedyny huk, to nasz korek od szampana, a raczej Prosecco. Złożyliśmy sobie życzenia, obdzwoniliśmy najbliższą rodzinę, kiedy ci szykowali się do odliczania ostatniej godziny i Sylwester można uznać za zakończony 😉 Kasia zapuściła sobie jeszcze jakiś film, a ja próbowałem jeszcze w łóżku coś poczytać, ale z marnym skutkiem 😉

No votes yet.
Please wait...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Odkryj więcej z Czas na Life

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.