Kierunek Francja dzień 30 – 1579 €

1579 €, tyle wydaliśmy przez pierwszy miesiąc podróży, bo właśnie minął pierwszy miesiąc, odkąd pieprznęliśmy drzwiami od domu i przenieśliśmy się z życiem i pracą do kampera. W tej kwocie jest paliwo, jedzenie, knajpki, alkohol, jedno pranie i bilety do atrakcji turystycznych. Francja jednak nie jest zbyt tania 😉

A co dzisiaj porabialiśmy? Wczoraj wieczorem zrobiłem rezerwację biletów do Jaskini Gouffre de Poudrey. Zwiedzanie mieliśmy dziś na godzinę 11, więc po śniadaniu i kawie ruszyliśmy w kierunku jaskini, bo do przejechania mieliśmy prawie 40 km. Po zwiedzeniu jaskini uznaliśmy, że to było chyba najgorzej zainwestowane 23 €. Myślałem, że kolorowe efekty świetlne, to tylko ostatnio specjalność rumuńskich jaskini, tutaj jednak też taka moda. Muzyka, efekty dźwiękowe, świetlne, slajdy, projekcje, kurde chcieliśmy zobaczyć jaskinię a nie lunapark czy dyskotekę. Sama jaskinia okazała się jedną potężną komnatą, przez którą ciągnięto nas przez godzinę i zmuszając do oglądania tego całego spektaklu. Gdyby nie to, to pewnie zwiedzanie jaskini łącznie ze zdjęciami nie zajęło by nam więcej niż 15 min.

Tak naprawdę to nawet nie była typowa jaskinia, tylko największy udostępniony do zwiedzania lej krasowy we Francji i pod względem wielkości znajduje się w pierwszej dziesiątce w Europie. Grota ma objętość prawie miliona metrów sześciennych, stalagmityczne filary liczące tysiące lat, stalaktyty zwisające ze sklepienia i kilkunastometrowe podziemne jezioro. Strop dużej sali tworzy duża, prawie pozioma płyta z białego wapienia.

Kolejnym celem był Wodospad du Défois. Zajechaliśmy od jednej strony, ale okazało się, że nie ma dojścia, objechaliśmy od drugiej strony i ruszyliśmy w kierunku kaskady. Od miejsca, gdzie skończyła się droga mieliśmy do przejścia jeszcze 2,5 km Wąwozem Défois. Trochę to wszystko było podejrzane, nie było żadnych oznaczeń ani szlaku. Dziwne, bo na zdjęciach w Google wodospad wyglądał imponująco. Ale idziemy, ścieżka robi się coraz mniej uczęszczana, co też nas dziwi. 500 m okazuje się, że trzeba przejść wpław przez rzekę i to 6 razy. Gdyby to był tylko jeden bród, to pewnie bym ściągnął buty i próbował przejść po śliskich kamieniach, zanim mi stopy nie odpadną z zimna. Ale 6 razy i w drodze powrotnej znowu sześć razy, nie. Zawinąłem tylko nogawki i ruszyłem przez potok w butach, zanim stopy zaczęły odpadać z zimna byłem już na drugiej stronie. Kasia stwierdziła, że jednak zaczeka na mnie 😉 Za rzeką wąwóz zrobił się wąski, a wszystko było porośnięte mchami, niesamowite miejsce. Pokonałem w końcu wszystkie brody i osiągnąłem cel. Tylko cel nie był taki jak na zdjęciach, zamiast ogromnego wodospadu, niewielka kaskada, choć trzeba przyznać, że fajna.

Ostatnim celem a zarazem naszą bazą było miasteczko Ornans. Ornans to ośrodek kulturalny i turystyczny położony w sercu pierwszego płaskowyżu masywu Jura , w dolinie Loue. To też miejsce urodzenia malarza Gustave’a Courbeta, dla którego miejsce to było inspiracją dla wielu obrazów, w tym słynnego „Pogrzeb w Ornans”. Znajduje się tu muzeum poświęcone temu człowiekowi i jego dziełom. Fasady starych domów skąpane w rzece zyskały przydomek „małej Wenecji Comtoise”.

W miasteczku też zostajemy na nocleg, w towarzystwie, które raczej nie będzie nam przeszkadzało 😉 Kasia haftuje, kot wygląda przez okno, a ja piszę relację.

No votes yet.
Please wait...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Odkryj więcej z Czas na Life

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.