Poranek znowu paskudny, normalnie już powoli mamy dosyć tej pogody. Choć nie jest jeszcze najgorzej z innymi regionami Europy. Jak patrzymy na Litwę, gdzie wali śniegiem i jest 0 stopni, to jednak cieszymy się, że jesteśmy we Francji, a nie w krajach nadbałtyckich, bo pierwszy pomysł był tam jechać. Z drugiej strony patrzymy na radar pogodowy i tak np możemy być za kilka godzin na Lazurowym Wybrzeżu, albo w Hiszpanii. Nie, nie będziemy zmieniać planów, wytrwamy jeszcze te parę dni kiepskiej pogody, w końcu musi przyjść prawdziwa wiosna 🙂

Jedziemy do U po ciepłe bagietki i na leśny parking zjeść śniadanie. Naszym celem jest za chwilę Studnia Brême lub inaczej Czarna Studnia. Bardzo ciekawe miejsce trochę wywierzysko, a trochę ponor. My trafiliśmy gdy było bardziej wywierzyskiem, czyli woda ze studni wypływała, ale gdy ponor jest drożny, to zasysa wodę z rzeki, która znika w czeluściach ziemi, by pojawić się 10 km dalej. My trafiliśmy na czas, kiedy studnia była zalana, a wręcz wypływała z niej potężna rzeka. Jak to wygląda jak jest odwrotnie, to pierwsze zdjęcie zamieszczam z Wikipedii autora JGS25. Kolejne zdjęcia już nasze z dzisiaj.






Dodam tylko, że po deszczu dojście do studni jest dosyć problematyczne, aż jestem w szoku, że nie zaliczyliśmy co najmniej kilku dupozjazdów. Po drodze do tego miejsca jest też bardzo ciekawy i imponujący wiadukt. Przez Viaduc de la Brême prowadziła kiedyś linia kolejowa łącząca Lods ze szpitalem Grosbois wybudowana w 1881 r. Przestała działać w 1988 r. Dziś prowadzi tędy ścieżka rowerowa i szlak turystyczny.





Kawałek dalej zatrzymaliśmy się przy Pèlerinage de Notre Dame du Chêne. Kaplica Notre-Dame du Chêne została zbudowana w 1803 roku po nieoficjalnym objawieniu Matki Boskiej. W kwietniu młoda dziewczyna zobaczyła tam białą kobietę, zidentyfikowaną jako Dziewica Maria, która szła w stronę dębu. 15 sierpnia w Dzień Wniebowstąpienia tego samego roku młoda dziewczyna zobaczyła światło uciekające z tego dębu. W pniu drzewa odkryto terakotową figurę przedstawiającą Dziewicę Marię i Dzieciątko Jezus. Następnie zbudowano kaplicę, w której znajdował się posąg, obecnie zastąpiony reprodukcją z brązu.



Na zakręcie meandra i zbiornika Loue zamienia się w lustro, w którym odbija się stary młyn i ruiny Castel Saint-Denis, uwiecznione przez Gustave’a Courbeta.





Przyszła kolej na Château médiéval de Cléron położony jest na terenie gminy Cléron, 25 km na południe od Besançon. Zamek Cléron został znacznie przebudowany w XVIII wieku, zachowując jednocześnie średniowieczne umocnienia, twierdzę, machikuły, luki strzelnicze i ogłuszacze. Wyróżnia się kwadratowa wieża zwana w XIX wieku „wieżą zegarową”. Ten zamek w stylu średniowiecznym i neośredniowiecznym, doskonale odrestaurowany, jest dziś własnością rodziny Montrichardów . Nie można go zwiedzać, z wyjątkiem ogrodów (latem). Musieliśmy się zadowolić widokiem z zewnątrz.


Obok zamku warto rzucić okiem na malowniczy wiadukt Pont du Tacot. Tacot był wiaduktem kolejowym nad Loue. Został zbudowany w 1910 r. Niedawno został odrestaurowany i otwarty dla rowerzystów i pieszych.



Koło zamku znajduje się jeszcze kościół Saint-Siméon. Miejsce kultu wzmiankowane jest już w roku 1243. W XIV wieku istniała tu kaplica zamkowa, którą powiększono do obecnego kościoła.

Po drodze zajechaliśmy jeszcze pod Château de Roche. Zamek Roche-sur-Loue był w momencie budowy w XI wieku warownym zamkiem. Następnie został całkowicie przebudowany w 1756 roku przez markiza Grammont na rezydencję.


Saline Royale d’Arc-et-Senans miało być hitem dzisiejszego dnia. To arcydzieło architekta Claude’a-Nicolasa Ledoux zostało zbudowane za panowania Ludwika XV w latach 1775-1779 i było pierwszym wielkim osiągnięciem architektury przemysłowej. Saline Royale była specjalnie zbudowaną fabryką, w której prawie wszyscy pracownicy mieszkali na miejscu. Składał się z półkola 11 budynków, z których pięć mieściło warsztaty i mieszkania robotnicze. Była to wówczas jedna z największych warzelni soli w Europie, obsługiwana wspólnie z kopalnią w Salins les Bains za pomocą dwóch rurociągów o długości 21 km, którymi doprowadzano solankę z Salins. Saline Royale, który stał się przestarzały dzięki nowym technikom, został zamknięty w 1895 roku. Obiekt wpisany na Unesco, chwalą się kilkunastoma ekspozycjami, 4 hektarami ogrodów, no coż, trzeba odżałować 15€ i to zobaczyć. Zabudowania owszem, piękne i ciekawe, ale ekspozycje, głównie multimedialne, chyba robione na siłę, żeby usprawiedliwić cenę biletu, a ogrody okazały się grządkami z warzywami 😉 Nasze RODosy są ciekawsze i bardziej zadbane. Tak naprawdę można było zobaczyć zabudowania przez bramę i z drona a 30€ przeznaczyć na obiad 😉

















Na biwak zostaliśmy już w tej miejscowości. Ostatnie księgowania i mamy robotę skończoną na dwa tygodnie.



Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
