Kto nas zna, ten wie, że przemieszczamy się codziennie i codziennie śpimy w innym miejscu. Tutaj już jesteśmy drugi dzień, a trzeci w okolicy i mamy już dosyć. Takie siedzenie i nic nie robienie, czasami bardziej męczy niż aktywny dzień. Rano gdy wszyscy spali popracowałem trochę na powietrzu. W końcu nastały ciepłe poranki, że można już od 6 rano przyjemnie posiedzieć na zewnątrz.


Andrzej zamówił sobie dziś dłuższe spanie, toteż nie budziliśmy go na śniadanie.

Potem zaczął się kolejny dzień siedzenia i gadania. Tematy już się powoli kończyły, obgadaliśmy wszystkie nowinki techniczne w caravaningu i turystyce. Aplikacje, mapy, plany wyjazdowe na w najbliższym czasie. Obgadaliśmy wspólnych znajomych 😉 i powoli zaczynaliśmy się nudzić. Nawet Andrzej już nie mógł wysiedzieć i poszedł na poranny spacer. Kasia w tym czasie poczytała książki, kot trenował chodzenie po drzewach, a ja trochę w tym czasie popracowałem.



Na obiad odpaliliśmy grilla i na ruszt wjechały cienkie białe kiełbaski. Kasia zrobiła do tego sałatkę z pora i z pełnymi brzuchami udaliśmy się na sjestę. Spać poszła męska część towarzystwa, Kasia dzielnie czytała. Potem znowu siedzenie, rozmowy, zachód słońca i spać. Na drugi dzień kończymy to lenistwo, Andrzej wraca do Paryża, a my wracamy do zwiedzania.




Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
