Zostajemy sobie jeszcze na jeden dzień w tym fajnym miejscu. Rano reaktywuje ognisko, bo nie wiem czy na śniadanie zjemy kaszankę z rusztu, czy coś innego. Ostatecznie jak Kasia wstała padło na tatara. Poranek jeszcze chłodny, ale powoli przebija się słońce i robi się całkiem przyjemnie.


W lodówce mamy nasolone makrele, więc powoli składam wędzarnie, tym razem ją zabraliśmy, bo na Mazurach łatwiej kupić jakieś świeże ryby. Na razie jednak musimy się zadowolić makrelą z Lidla. Wędzarnia złożona, zaczynam obsuszanie rybek, a potem już zaczynam dymić. Apollo dzielni towarzyszy mi w tych czynnościach, a Atena cieka gdzieś po lesie. Kasia niestety znowu ma dużo pracy i księguje w kamperze. Dopiero gdy rybki są uwędzone, wychodzi i zasiadamy na powietrzu do degustacji. Wyszły rewelacyjnie.











Po obiadku trochę posiedzieliśmy jeszcze nad rzeką, a potem już razem do kampera i do roboty 😉

Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
