Kolejny poranek na siedlisku. Kawka na świeżym powietrzu, koty od rana buszują po podwórku.









Rano sąsiadka przyniosła nam swojskie jajka, sałatę i szczypiorek prosto z grządki. Na śniadanie więc jajka na twrdo ze szczypiorkiem i sałatą. No właśnie, trzeba przekopać kawałek pola i zrobić warzywniak, trochę już późno, ale zawsze coś wyrośnie.

Jak byliśmy tu prawie miesiąc temu oglądać nieruchomość, to orzech włoski był po zimie trochę przemarznięty i nie zauważyłem, by miał owocować. Potem już przekonany, że w tym roku orzechów nie będzie, jakoś mu się nie przyglądałem, a dziś niespodzianka. Będą orzeszki i to całkiem sporo.


Po śniadaniu Kasia do księgowania, a ja do koszenia. Dziś w planach wykoszenie pasa przy drodze, gdzie będziemy sadzić ostatnio zakupione drzewka i krzewy. Piździdełkiem, trochę to trwa, ale jutro już przyjdzie konkretna kosa spalinowa i będzie ogień.


Obiad dziś też na świeżym powietrzu. Na zlocie od Joasi dostaliśmy młode ziemniaczki i dziś przyszedł na nie czas. Na razie maślanka, bo za chwilę będziemy robić swoje zsiadłe mleko, do nich koperek i szczypiorek.

Atena w rupieciarni upolowała dziś niedźwiedzia i zrobiła sobie z niego legowisko 😉


Z sadzeniem drzewek na szczęście nie musieliśmy czekać do wieczora, bo po południu się zachmurzyło, nawet pokropił deszczyk, więc zabraliśmy się za urządzanie lasu. Oczywiście układ musiał zatwierdzić nadleśniczy Katarzyna, szpadel i do dzieła. Pierwszy szpaler już rośnie, ale na zadrzewianie prawie hektara, to pójdzie kasy 😉 Potem już tylko podlewanko, prysznic i spać, bo dzień był cięzki.





Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
