Chalkida i rześki poranek. Przed nami kilka dni kiepskiej pogody, takiej w kratkę, słońce deszcz słońce i zimno. W planach miały być teraz Ateny, ale trochę nam szkoda w taką pogodę je zwiedzać, do tego krótki dzień. Dumaliśmy już od kilku dni, czy stolicę Grecji nie przełożyć na wiosnę. Dziś zapada decyzja, że Ateny robimy na powrocie.

W takim razie obieramy kierunek na Peloponez, a dokładnie na razi na Zatokę Koryncką. Google proponuje bardzo okrężną trasę, my wybieramy tą krótszą przez góry. Mijamy Teby, które już mamy zobaczone i powoli otwiera się widok na Zatokę Koryncką.

Potem chcemy wzdłuż wybrzeża dojechać na Przylądek Melagavi. Jednak drogi dziś nie chcą współpracować. W pewnym momencie Google każe nam jechać jakimś objazdem, który nie wygląda fajnie. A droga, którą chcieliśmy jechać jest niby zamknięta. Musiał być tu niedawno jakiś armagedon, na drogach pełno piachu i kamieni, brzegi drogi po podmywane, nie wygląda to fajnie, a objazd nie wygląda lepiej. No nic, przerwa na kawę i papierosa i chwila zastanowienia. W między czasie jakiś Grek, wali prosto pod zakaz wjazdu, może jednak droga jest przejezdna. Robimy to samo i udaje się przejechać zamknięty odcinek. asfalt miejscami podmyty, zapadnięty, a na drodze pełno obrywów skalnych.


W jakiejś wiosce mamy kran, więc uzupełniamy wodę.

Ustawiam w nawigacji Jaskinie Foki, i jedziemy dalej. Po chwili okazuje się, że to nie koniec niespodzianek drogowych. W wiosce Agia Sotira droga się bardzo zwęża i zwęża, że ledwo kamper się mieści, a z boku przepaść. Nie wygląda to fajnie, a do tego po chwili kończy się asfalt. Dalej jest droga szutrowa, ale diabli wiedzą w jakim stanie. Jedziemy jeszcze kawałek, ale droga coraz gorsza. Dobra zawracamy jak jeszcze mamy gdzie 😉 Do jaskini spróbujemy dojechać jutro od drugiej strony. Wracamy do wioski i już jedziemy prosto główniejszą drogą na Przylądek Melagavi.
Miejsce na końcu drogi idealne na widokowy biwak, trochę nas tylko wybuja, bo ostro wieje, ale w nocy wiatr ma się nieco uspokoić, więc może nie będzie źle.




Szybkie piwko i idziemy zobaczyć tutejsze atrakcje. Pierwsze kroki kierujemy do latarni morskiej Melagavi. Malownicza latarnia morska położona jest na przylądku Melagavi w regionie Koryntu, w pobliżu Loutraki oraz stanowiska archeologicznego Heraionu w Perachorze. Usytuowana na skalistym klifie, wysoko nad wodami Zatoki Korynckiej, stanowi charakterystyczny punkt orientacyjny dla żeglugi. Jej położenie zapewnia szeroką panoramę na zatokę i górzyste wybrzeże, co czyni to miejsce szczególnie atrakcyjnym o zachodzie słońca. Dzięki bliskości ruin starożytnego sanktuarium Hery, Φάρος Μελαγκάβι łączy w sobie walory krajobrazowe, historyczne i kulturowe, będąc jednym z najbardziej fotogenicznych punktów regionu.

























Poniżej latarni znajduje się Heraion to stanowisko archeologiczne związane z kultem bogini Hery, jednej z najważniejszych bogiń starożytnej Grecji, opiekunki małżeństwa, rodziny i płodności. Nazwa „Heraion” odnosi się do zespołu świątynnego poświęconego Herze i występuje w kilku miejscach świata greckiego.
Typowy Heraion obejmował świątynię, ołtarz ofiarny, budowle pomocnicze oraz przestrzeń przeznaczoną do procesji i zgromadzeń religijnych. Sanktuaria te były często rozbudowywane przez stulecia, co sprawia, że w warstwach archeologicznych można odnaleźć pozostałości z różnych okresów – od epoki archaicznej po czasy rzymskie. Wykopaliska ujawniają fundamenty kolumn, fragmenty rzeźb, ceramikę wotywną oraz inskrypcje świadczące o intensywnym kulcie religijnym.
Najbardziej znane przykłady to m.in. Heraion na Samos, jeden z największych i najważniejszych sanktuariów jońskich, oraz Heraion w Argos i Heraion w Perachorze koło Koryntu. Każde z tych miejsc miało własną specyfikę architektoniczną i lokalne tradycje kultowe, ale wszystkie pełniły istotną rolę religijną, społeczną i polityczną w świecie starożytnej Grecji.





































W oddali widać Kanał Koryncki, który jutro chyba przekroczymy.

Po powrocie, trochę laby dla kotów, a my wykorzystując ich nieobecność, możemy spokojnie usmażyć łososia 😉





Za oknem taki widoczek, ale po obiadku trzeba siadać do pracy. Kasia powoli zamyka miesiąc, bo jutro 20-sty.

Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
