Wschód słońca i można dziś napisać, że to nas 500 dzień, odkąd mieszkamy w kamperze, tak na ostro, bez powrotu do domu, bo mieszkanie wynajęte. Doliczając do tego 194 dni wyjazdu próbnego, to możemy śmiało powiedzieć, że mieszkamy w kamperze 694 dni, czyli na wiosnę będą już pełne dwa lata. Oczywiście wcześniej też dużo podróżowaliśmy i w kamperze, czy wcześniej w terenówce spędzaliśmy też sporo czasu, bo przeszło 200 dni w roku. Trudno dziś policzyć dokładnie, ale myślę, że odkąd jesteśmy razem, to w podróży spędziliśmy na pewno grubo przeszło 2500 dni 🙂
Przez ten czas zwiedziliśmy na prawdę kawał Europy i to dosyć dokładnie, a i tak przed nami jeszcze tyle miejsc, że nudzić się nie będziemy. Irytuje trochę mała powierzchnia życia, ale mamy tak naprawdę wszystkie wygody domowe, może oprócz wanny. Za to codziennie inny piękny widok za oknem. Są oczywiście dni, kiedy człowiek zatęskni za wygodami, zwłaszcza jak się trafi kilkudniowe załamanie pogody, ale potem wychodzi słońce i znowu jest bosko.
Na obecną zimę wybraliśmy Grecję i chyba nam się fartnęło, bo rozważaliśmy też dokończenie Półwyspu Iberyjskiego. Jak czas pokazał, Hiszpanię w tym roku co chwilę nawiedzają jakieś burze, sztormy i powodzie. W Grecji było bardziej spokojnie, choć też trafiały się gorsze dni. Temperatura zimą jest tu całkiem ok, myślę, że średnią w dzień mamy jakieś 17 stopni na plusie. Zdarzają się dni chłodniejsze i cieplejsze, ale jak ktoś lubi zwiedzać, to takie warunki są idealne, bo fajnie jest mieć co z siebie ściągnąć jak jest za ciepło 😉
W Grecji jesteśmy już 102 dni i niewiele mniej są z nami dwa rudasy przygarnięte w Rodopach. Dołączyły do ekipy 27 października, zeszłego roku. Choć są z nami dopiero niecałe 4 miesiące, to czujemy się, jak by były co najmniej z rok. Są kochane ale i dają popalić. Co dwa koty to nie jeden. Jeden trochę się nudził, dwa zabawiają się nawzajem, robiąc czasami niezłą rozpierduchę w kamperze. Dają jednak czasami tyle śmiechu, że szok. Oczywiście największych popisów nie da się nagrać, bo trzeba by było mieć kamerę włączoną 24 godziny na dobę, ale uwierzcie, to co czasami wyczyniają jest niewiarygodne 🙂
Atena i Apollo to rodzeństwo, ale całkiem dwa różne charaktery. Atena to rozrabiaka, nie usiedzi na miejscu. To ona wdarła się nam jako pierwsza do kampera i krzyczała zabierzcie mnie 😉 Apollo jest spokojny, zamyślony, bardziej lubi się przytulać, ale jest trochę pierdołowaty 😉 Gdy Atena była pogryziona przez innego kota, zrobił się bardzo opiekuńczy, Gdy cierpiała był cały czas przy niej i lizał ją. Kociaki dosyć szybko przyzwyczaiły się do nowego trybu życia i chyba im jest dobrze. Codziennie brykają w nowych miejscach i w miarę grzecznie wracają do kampera.
Akurat na 500 lesie wyjazdu wypadło nam bardzo fajne miejsce – Wyspa Hydra. Wschód słońca, szybkie śniadanie i jedziemy na przystań.






Hydra to niewielka, skalista grecka wyspa w Zatoce Sarońskiej, słynąca z braku ruchu samochodowego, kamiennej architektury i artystycznej atmosfery. Wyspa nie posiada słodkiej wody, jest tu doprowadzana rurociągiem z Peloponezu.
Hydra leży na Morzu Egejskim, około 70 km na południowy zachód od Aten. Ma górzysty, surowy krajobraz, z niewielką ilością zieleni, co nadaje jej charakterystyczny, niemal ascetyczny wygląd. Linia brzegowa jest poszarpana, z licznymi zatokami i czystą, głęboką wodą idealną do pływania.
Najbardziej rozpoznawalnym miejscem wyspy jest port Hydra, otoczony amfiteatralnie kamiennymi domami z XVIII i XIX wieku. Zabudowa jest ściśle chroniona – nie ma tu nowoczesnych hoteli ani wysokich budynków, co pozwala zachować historyczny charakter miejsca. Zamiast samochodów po wyspie porusza się pieszo, na osłach lub łodziami wodnymi.
Hydra od dawna przyciąga artystów, pisarzy i muzyków. Mieszkał tu m.in. Leonard Cohen, a wyspa do dziś kojarzona jest z bohemą i spokojnym, kontemplacyjnym stylem życia. Działa tu wiele galerii sztuki, małych muzeów oraz przestrzeni wystawowych.
Historycznie Hydra odegrała ważną rolę w wojnie o niepodległość Grecji w XIX wieku, jako potęga morska dysponująca silną flotą handlową i wojenną. Ślady tej przeszłości można zobaczyć w lokalnych muzeach i dawnych rezydencjach kapitańskich.
W mitologii greckiej był to potwór wyobrażany najczęściej jako wielogłowy wąż wodny, córka Tyfona i Echidny. Zamieszkiwała bagna w okolicy Lerny w Argolidzie. Pokonanie jej było drugą z 12 prac Heraklesa.

















Dobijamy do wyspy, to co pierwsze rzuca się w oczy, to osły. To główny środek transportu na wyspie. Nie ma tu samochodów, skuterków, czy rowerów. Są tysiące schody i osły lub małe koniki, które transportują towary, zakupy i ludzi.




Pierwsze kroki kierujemy do Fortu Mandraki. Znajduje się przy zatoce Mandraki, nieco na zachód od głównego portu. Tworzą ge dwa kamienne forty, usytuowane symetrycznie po obu stronach wejścia do zatoki. Ich zadaniem była kontrola dostępu do portu oraz ochrona statków przed atakami piratów i wrogich flot.
























Teraz spacer po porcie, gdzie uwagę przykuwa tutejsze życie. Oczywiście wszędzie są tawerny, na nabrzeżu czekają osły, bo właśnie dopłynął prom transportowy i jest rozładunek towary. Wszystko potem pakowane jest na osły i konie.







Zagłębiamy się na trochę w wąskie uliczki portowe, tutaj jeszcze nie ma schodów, ale już kawałek dalej miasto pnie się ostro do góry i uliczki zamieniają się w niezliczoną ilość schodów.



















Wszystko tu kosztuje 7 € 😉 Parking przed promem, prom i piwo w tawernie. Ale są na to sposoby. W greckich cukierniach i piekarniach też kupicie i wypijecie przy stoliku piwo 😉 Trafiamy na takie miejsce dosyć szybko i mamy dwa piwa za 5€ a nie za 14€ ;). Łapiemy chwilę oddechu przed dłuższą trasą do kamiennego mostu. Wymieniamy pierwsze wrażenia i chyba to miejsce wysunie się na pierwszą pozycję atrakcji tego wyjazdu.

Najważniejszą i najbardziej charakterystyczną budowlą na wyspie jest Katedra Zaśnięcia Bogurodzicy. Świątynia znajduje się bezpośrednio w centrum portu Hydra, w otoczeniu zabytkowych kamienic i nadmorskiej promenady. Jest jednym z najważniejszych punktów religijnych i architektonicznych miasta.
Katedra powstała jako monastyr i kościół Zaśnięcia Bogurodzicy, zbudowany w XVII wieku (początek budowy datuje się na lata 1640–1650). Początkowo był to żeński klasztor, który z czasem stał się męski, a po greckiej wojnie o niepodległość został przekształcony w katedrę miejską. Świątynia ma formę trójnawowej bazyliki z kopułą. Jej wnętrze jest bogato udekorowane.
W obrębie katedralnego kompleksu działa Małe Muzeum Eklezjastyczne i Bizantyjskie, w którym eksponowane są ikony, relikwie, bogato zdobione szaty liturgiczne, naczynia kościelne oraz inne zabytki sakralne, w tym ikona Bogurodzicy z około 1774 r.















Z portu wyruszamy teraz na dłuższą wycieczkę do kamiennego mostu w wiosce Vlichos. Prawie 2,5 kilometrowa trasa prowadzi nas malowniczym brzegiem wyspy. Widoki piękne, a prawie na każdej wysepce jest jakaś kaplica. Natomiast na wzgórzach można dostrzec wiatraki, które kiedyś wykorzystywały wiatr do mielenia zboża. Napotykamy nawet na pociąg gąsienic korowódki sosnowej. Ich nazwa pochodzi od sposobu poruszania się w długich „procesjach” w poszukiwaniu pożywienia lub miejsca do przepoczwarzenia się.

























































W końcu wyłania się zabytkowy, kamienny most o prostym, łukowym kształcie. nasz cel. Most pełnił dawniej funkcję praktyczną – umożliwiał przejście przez okresowy ciek wodny (suchą rzekę), który napełniał się głównie podczas intensywnych opadów. Takie konstrukcje były typowe dla tradycyjnej architektury Hydry, gdzie liczyła się trwałość, funkcjonalność i wykorzystanie dostępnych materiałów. Dziś most Kamaroti jest przede wszystkim świadectwem lokalnej historii i rzemiosła oraz popularnym punktem na trasach pieszych wędrówek między Hydrą a Vlychos.









Do Hydry wracamy trasą przez góry. Mijamy małe gospodarstwa rolne i dziesiątki kaplic. Droga pnie się cały czas schodami w górę, prawie 2 kilometry schodów. Jest już gorąco i marzy nam się zimne piwo, ale jesteśmy w mniej komercyjnej części wyspy i nie ma tu nawet sklepiku. Osiągamy w końcu najwyższy punkt piasta. a potem znowu schodami schodzimy do portu.





































































W sumie po wyspie zrobiliśmy pieszo 10 kilometrów i pewnie pokonaliśmy 10 000 schodów 😉 W końcu upragnione zimne piwo, w sprawdzonej cukierence.


Pora wracać na ląd. Dobrze że się spytaliśmy o której wraca statek, bo w rozkładzie była 16-sta, a statek wracał o 15-stej. Tak to już jest w Grecji 😉





Trochę nas ta wycieczka wykończyła, więc na biwak wróciliśmy na wczorajsze miejsce. Zresztą chyba tu zostaniemy jeszcze jeden dzień, bo dziś nie udało się popracować, więc jutro trzeba to nadgonić. Koty po prawie całym dniu w kamperze, w końcu mogą polatać.


Atenka jak zwykle musi coś odpierdzielić i rozpoczęła sezon kąpielowy 2026. Wygląda prawie jak Hydra 😉

Pozostało nam jeszcze uczcić skromnie 500 dni mieszkania w kamperze:)


I tak zleciał 500 setny dzień naszej przygody 🙂


Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
