To jesteśmy w Beskidzie Sądeckim i chwilę tu pobędziemy. To odwiedziny u rodziny i przerwa techniczna przed kolejnym tripem. Dziś z rana Kasia ogarnia wielkie pranie, a ja zabieram się za modyfikowanie kampera. Koty już coraz bardziej dogadują się z Gabi i razem hasają w plenerze.




Pomimo tego, że cały dach mamy w panelach, to na tym wyjeździe były chwile, gdzie z prądem było krucho. Głównie w grudniu, kiedy trafił się tydzień bez słońca z ciężkimi chmurami. Kiedy zakladalismy mocne panela i akumulatory, to trochę nie pomyśleliśmy, by dać mocniejszą ładowarką do ładowania z alternatora i założona była tylko 18 amperowa. Ładowanie akumulatorów hotelowych podczas jazdy trwało długo, a przy krótkich przejazdach niewiele udawało się odbudować akumulatory. Dlatego już wracając z Grecji poszło zamówienie na ładowarkę 50 amperową.

Teraz trzeba je tylko podmienić, ale nie wiem, czy przewody z poprzedniej nie są za cienkie do takiej mocy. Jak z podmianą, bym sobie poradził, tak już sprawdzenie instalacji po względem 50A wolał bym powierzyć fachowcowi. Kumpel co mi ostatnio robił instalację jest w Chorzowie i jest chwilowo bardzo zarobiony, no i trzeba jeszcze kawał drogi jechać. Przypomniałem sobie o Radku, drugim znajomym, który ma serwis kamperowy w Nowym Sączu, czyli prawie pod naszą tymczasową bazą. https://grupabiwakowa.pl/total-camp-service-nowy-sacz Radek znalazł dla nas chwilę i pojechałem na wizytę. Okazało się, że przewody są ok, więc Radek od razu podpiął nową ładowarkę i przy okazji zrobił mi kilka drobnych prac przy elektryce. Teraz w zimowych miesiącach, powinno być dużo lepiej z pozyskiwaniem energii.



A tym czasem w domu Kasia z Leszkiem robi kiełbasę 😉 Do wieczora swojska już nabita, a ja jutro mam co robić, bo trzeba to uwędzić 😉

Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
