Poranek nad Vekeri-tó játszótér na Węgrzech. Szybkie śniadanie i ruszamy w dalszą trasę, bo chcemy dziś dojechać do Polski.


Na Węgrzech ON po 615 forintów, ale tylko dla Węgrów, dla nas po 765 forintów. Węgry przelatujemy dosyć szybko i wjeżdżamy na Słowację.

W miasteczku Kapušany odkrywamy fajną restaurację. Płacisz 8€ za sztućce, wchodzisz przez bramkę i jesz do woli. Wybór potraw jest ogromy, wszystko świeże i dobre. Kilkanaście potraw mięsnych do wyboru, samego gulaszu trzy rodzaje. Desery, napoje naprawdę świetne miejsce. Ale uwaga jest 30€ kary za próbę wynoszenia jedzenia lub za nałożenie potrawy i jej nie zjedzenie. Zużyte talerzyki odbiera robot jeżdżący po sali 🙂 Dodam lokalizację, bo naprawdę warto tu się zatrzymać na posiłek, tym bardziej, że można też tu zakupić swojskie wyroby.

W końcu Polska 🙂 Uśmieszek mija, gdy widzimy ceny ON na stacjach ;). Chwila przerwy na granicy, kawa i jedziemy w Beskid Sadecki w gościnę do rodziny.




Nasze greckie koty zaliczają 6 kraj i swoją nową ojczyznę, choć paszporty mają greckie 😉 Nawiązują nowe znajomości z Gabi, kotką Grażyny i Leszka. Na szczęście nie ma zgrzytów, ale po pierwszym dniu miłości też nie ma. Choć Apollo bardzo adoruje nową koleżankę.


W końcu można odpocząć po przebytej trasie, przy zachodzie słońca i Tsipuro.


Nie było nas w Polsce 169 dni. Zrobiliśmy na tym tripie 5378 kilometrów, ze średnim spalaniem 10,5 litra. Teraz kilka dni oddech, pranie, przepakowania, małe modyfikacje kampera i ruszamy po kolejną przygodę 🙂
Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
