Rano już sam poszedłem się jeszcze wygrzać, Kasi już nie chciała. Szybka kąpiel, szybkie śniadanko i ruszamy dalej.


Kasia ma jeszcze do zrobienia jakieś niedobitki księgowe, a do przejechania dziś sporo kilometrów. By wykorzystać ten czas, dziś powstaje prawdziwe mobilne biuro i w połowie Rumunii robota zrobiona 😉

Langosza planowaliśmy na Węgrzech, ale trafił się w Rumunii. W tej części Rumunii mieszka sporo mniejszości węgierskiej, wiec to danie jest tu popularne. Oprócz langosza przyczepa oferowała też Plăcinte. Plăcintă to tradycyjny wypiek kuchni rumuńskiej (spotykany także w Mołdawii). Nazwa oznacza ogólnie placek lub ciasto nadziewane różnymi farszami, które może być pieczone w piekarniku albo smażone na patelni. Kasia wybrała z farszem ziemniaczanym, a ja z kiszoną kapustą. No to obiad mamy z głowy za 30 zł za dwie osoby 😉
Po drodze rozglądamy się za jakimś punktem sprzedaży sadzonek. Chcemy kupić pomidory dla Kasi siostry i szwagra. Chcieliśmy to zrobić w Bułgarii, ale jak na złość, nic takiego nie trafiliśmy. W Rumunii w końcu się udało. Kupujemy po pięć sztuk z różnych odmian, a Leszek będzie miał niespodziankę co to wyrośnie 😉 Przy okazji kupujemy tez niespodziankę dla Grażyny.
Przed nami Oradea i był plan tutaj zanocować i połazić po mieście, jednak po pół dniu jazdy jakoś straciliśmy zapał i stwierdziliśmy, że wjedziemy już na Węgry i odpoczniemy na biwaku. Dojechaliśmy pod Debreczyn i przy jakimś wyschniętym stawie zakończyliśmy dzień. Jutro już zawitamy do Polski.
Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
