Dzień 136 – W mieście Vasco da Gamy

Dziś udało nam się zwiedzić dwa miasta. Pierwsze było to w którym nocowaliśmy, czyli Santiago do Cacém. Miasto ma odległe początki. W okresie rzymskim stanowiło punkt skrzyżowania na drodze łączącej Lizbonę z Algarve, co przyczyniło się do jego rozwoju. Ostateczny podbój chrześcijański miał miejsce w XIII wieku, w 1217 roku, a dokonał go D. Alfons II, mimo że pierwszy podbój dokonany został już w 1157 roku przez templariuszy. W tym czasie zamek na arabskim fundamencie został przebudowany. Ze względów historycznych i artystycznych na szczególną uwagę zasługują Kościół Madre założony w XIII wieku i Kaplica San Pedro z XVII wieku.

Ruszamy dalej na horyzoncie Sines, miasto narodzin Vasco da Gamy. Mieliśmy wstępnie plan zanocować w mieście, ale nawarstwiło nam się trochę pracy i musimy podgonić, czyli postać dwa dni i popracować. W mieście słabo, bo kot za bardzo nie polata, grilla nie zrobimy. Więc uzupełniamy prowiant na dwa dni i zwiedzamy miasto, by potem za miastem poszukać ustronnego, dzikiego miejsca na pracę.

Półwysep Sines, najdalej na zachód wysunięty punkt całego wybrzeża Alentejo, wcina się w Ocean Atlantycki. Ze względu na swe powiązanie z morzem, Sines jest miastem portowym i tradycyjnie miasteczkiem rybackim, które w ostatnich dziesięcioleciach stało się ważnym portem głębokowodnym. Stare miasteczko rybackie, zostało stopniowo przekształcone przez turystykę i przemysł. Obecnie jest to główny port i terminal tankowców o dużym znaczeniu dla gospodarki Portugalii. Nad zatoką znajdują się ruiny średniowiecznego zamku, który został odrestaurowany w XVI wieku. Urodził się tutaj Vasco da Gama, syn gubernatora generalnego Sines. Jedna z wież zamkowych mieści niewielką kolekcję muzealną poświęconą temu słynnemu nawigatorowi. Sines znajduje się również bardzo interesujące Muzeum Archeologiczne, w którym znajdują się wszystkie pozostałości archeologiczne znalezione w regionie, które świadczą o jego zajęciu w bardziej odległych czasach. Nie brakuje tu też kotów, są wszędzie.

Wracając do tych kotów, ktoś, kto odwiedzał hiszpańskie i portugalskie miasteczka pewnie zwrócił uwagę, że jest ich tu bardzo dużo. Choć są na wpół dzikie, to jednak mieszkańcy o nie dbają, mają porobione budki i są dokarmiane. Ale ma to swoje minusy. I tu kolejna ciekawostka większość domostw ma na progach ustawione butelki z wodą. Gdy jeszcze jechaliśmy w kierunku Santiago de Compostela dumaliśmy sobie może to woda dla pielgrzymów, ale niektóra nie wyglądała zachęcająco do picia, może naszykowana do podlewania kwiatów na zewnątrz, ale czasami stała woda, a kwiatków nie było. Jak się okazało, to taki zwyczaj by odstraszać koty, które obsikiwały drzwi i futryny. Czy skuteczny? Ponoć odbicie kota w wodzie zniechęca je do oznaczania terenu.

Miasteczko zwiedzone jedziemy szukać miejscówki. Za oknem prawie 22 stopnie w cieniu, a w kamperze po powrocie 40, oj nie będzie się chciało pracować 🙂

Fajne miejsce znajdujemy 15 km na południe za miastem. Jest tu niewielkie jezioro Arneiro Branco, a wokół miejsc na biwak do wyboru do koloru. Stoi kilka kamperów, ale bez problemu znajdujemy dla siebie małą zatoczkę, gdzie już nam się nikt nie wpakuje, takie m1. Chwila odpoczynku, obiad z grilla i trzeba brać się za pracę. Trochę się zachmurzyło, lekko zaczęło wiać, więc nie szkoda było iść do biura mobilnego.

Wiatr skierował do nas jakieś masy ciepłego powietrza, bo o 21 na zewnątrz 18 stopni. Generalnie trochę jak lipcowy wieczór w Polsce, na zewnątrz słychać świerszcze i żaby, czujemy się jak w jakieś mazurskiej nocy.

No votes yet.
Please wait...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Odkryj więcej z Czas na Life

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.