Dzień 568 – Zalew Cieszanowice

Fajny wschód słońca nad jeziorkiem Wymysłówek, mgiełki, a w powietrzu czuć wiosnę. Noc spokojna w towarzystwie kampera z Finlandii. Śniadanie, kawa i jedziemy powoli dalej na północ.

Nie ma tu po drodze jakiś spektakularnych atrakcji turystycznych, ale jak jest coś w miarę ciekawego, to się zatrzymujemy. W Gorzędowie stajemy przy drewnianym kościele p.w. Świętego Józefa Oblubieńca i Najświętszej Maryi Panny. Świątynia niestety jest zamknięta, jak większość kościołów w Polsce, więc oglądamy ją tylko z zewnątrz.

Początki kultu religijnego w tej miejscowości sięgają XVII wieku, kiedy powstała pierwsza kaplica fundowana przez biskupa Remigiusza Koniecpolskiego. Obecny kościół został wzniesiony w 1858 roku z fundacji miejscowego dziedzica (w źródłach pojawiają się nazwiska Jana Gruszczyńskiego lub Józefa Parszyńskiego). Świątynia reprezentuje typową dla regionu drewnianą architekturę sakralną XIX wieku. Bryła jest prosta i funkcjonalna, co jest charakterystyczne dla wiejskich kościołów drewnianych w centralnej Polsce.

Na mapach kawałek dalej czytamy Zamek w Gorzkowicach, ale na miejscu okazuje się, że to tylko kopiec ziemny, na którym kiedyś stał zamek, a z warowni nie pozostał nawet kamień. Mimo to robimy sobie tu mały spacer. Gorzkowice to wieś w centralnej Polsce, w powiecie piotrkowskim, będąca siedzibą gminy o tej samej nazwie. Leży ok. 20–25 km na południe od Piotrków Trybunalski. Miejscowość liczy ok. 3,2–3,3 tys. mieszkańców i pełni funkcję lokalnego ośrodka administracyjnego i usługowego dla okolicznych wsi. Historia Gorzkowic sięga średniowiecza (pierwsza wzmianka w 1335 r.); w XV–XVI w. miały nawet prawa miejskie, które później utraciły.

Tutejszy zamek był założeniem typu „palazzo in fortezza”, czyli połączeniem rezydencji szlacheckiej i obiektu obronnego. Budowę rozpoczęto najprawdopodobniej w pierwszej połowie XVII wieku. Całość otaczała fosa i cztery bastiony, typowe dla nowożytnych fortyfikacji. W części północnej znajdował się kamienny budynek bramny. Zamek nigdy nie został ukończony, a prace przerwano prawdopodobnie w czasie potopu szwedzkiego (ok. połowy XVII w.). Później pozostałości ulegały zniszczeniu i rozbiórce – materiał wykorzystywano do innych budowli.

Kościół pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Gorzkowicach to jedna z najważniejszych budowli sakralnych w tej miejscowości i cenny przykład architektury neogotyckiej z końca XIX wieku. Świątynia została wzniesiona w latach 1896–1899 z inicjatywy ks. Ignacego Kasprzykowskiego, a jej uroczysta konsekracja odbyła się 11 listopada 1902 roku. Projekt świątyni przypisuje się architektowi Konstantemu Wojciechowskiemu. Wnętrze kościoła ma wysoki poziom artystyczny i zachowało wiele oryginalnych elementów wyposażenia. Dodatkowo w świątyni znajdują się historyczne organy z 1906 roku wykonane przez firmę Rieger.

Jest przed 20, więc zwiedzanie musimy ograniczyć do minimum, bo Kasia musi zakończyć księgowanie. Jedziemy więc już na biwak nad Zalew Cieszanowice. Zalew powstał pod koniec lat 90. (ok. 1997–1998) poprzez spiętrzenie wód rzeki Luciąży. Jego powierzchnia wynosi około 217–260 hektarów, a maksymalna głębokość sięga ok. 12 metrów. Zalew otoczony jest terenami leśnymi i łąkami, co tworzy spokojny, naturalny krajobraz. Brzegi są w wielu miejscach piaszczyste, a linia brzegowa jest dość urozmaicona.

Dosyć szybko znajdujemy ładną polankę na biwak. Kasia wbija się w komputer, a ja organizuje opała na ognisko. Dziś zakupiliśmy burgery i zrobię je właśnie na ognisku. Miejsce odludne, to i koty mają raj i ogromną kuwetę nad brzegiem zalewu.

Nowa zabawka, mini pilarka miło mnie zaskakuje, bo radzi sobie spokojnie z naprawdę grubymi pniaczkami. Grubszymi niż jej prowadnica, ale piłując z dwóch stron można nieźle powalczyć, bo mocy jej nie brakuje. Akumaltor też daje radę i na jednym ładowaniu ogarniamy już drugie ognisko.

Gdy już drewno się wypaliło i zrobił się ładny żar, na ruszcie wylądowały cieniutkie plasterki surowego boczku. W miedzy czasie pokroiłem pomidora, ogórka, cebulkę i liście sałaty. Boczek lekko podrumieniony ściągnięty z rusztu, teraz kolej na burgery. Kiedy kotlety już ładnie wygrillowane, można je wkładać z wcześniej przygotowanym boczkiem w buły. Do tego dwa plastry chedarra i całość w folie aluminiową i ponownie na ruszt. Buły opieczone, ser wytopiony, można rozwinąć i dołożyć warzywa i sosy. Wyszło super 🙂

I tak zleciał dzionek, jutro nadal sporo pracy, przeskoczymy sobie tylko dalej na północ, nad kolejny Zalew Sulejowski. Trzeba podgonić, bo być może pod wieczór goście zjadą 😉

No votes yet.
Please wait...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Odkryj więcej z Czas na Life

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.