W księgowości udało się zamknąć miesiąc dosyć wcześniej i już 17 lipca pędziliśmy w kierunku Bieszczadów. W Sanoku zabraliśmy naszego kolegę Łukasza, który zabrał się z nami na rumuńskie wojaże. Jednak daleko nie ujechaliśmy, bo powoli kończył się dzień. Gdzieś na łąkach radoszyckich, przed granicą ze Słowacją rozbiliśmy pierwszy biwak, można powiedzieć tranzytowy.



18 lipca wstaliśmy z bananami na twarzy, bo dziś już dojedziemy do Rumunii. Dla mnie będzie to już 28 wycieczka do kraju Drakuli. Kasia szybko robi jajecznicę na śniadanie, zwijamy obóz i ruszamy w kierunku Słowacji. Tu w Medzilaborcach mamy znajomi, którzy wychodzą pomachać nam na pożegnanie 😉 Więc nie obyło się bez krótkiego przystanku na rozmowę i kawę.



Potem już tylko jazda i jazda. Mijamy Słowację, Węgry i w końcu wjeżdżamy do Rumunii. Na granicy nie ma kolejek, ale trochę się schodzi, trzeba kupić winietę, wymienić trochę euro na leje i w końcu możemy ruszać dalej. Mamy dziś w planach dojechać w mało popularne góry Pădurea Craiului, leżące na południe od miasta Oradea.
Góry Pădurea Craiului, czyli Królewski Las to średnio wypiętrzone pasmo, położone w północno – zachodniej części Gór Zachodniorumuńskich. Kulminacją pasma jest szczyt Vârful Mermezii, wypiętrzający się na wysokość 1062 m n.p.m. Tereny te charakteryzują się znacznym zalesieniem, zaś podstawowym budulcem są skały wapienne. Góry nie są za dobrze znane zwykłym turystom, ale jest to mekka dla speleologów i miłośników krasu.
Na miejsce docieramy na tyle późno, że już tylko szukamy miejsca na biwak i organizujemy opał na ognisko. Przygoda rumuńska rozpocznie się tak naprawdę dopiero jutro.



Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
