To był pierwszy nasz wspólny wyjazd z Kasią. Wcześniej rozmawialiśmy tylko przez telefon, a poznaliśmy się dzień wcześniej w Sanoku, bo nasza wycieczka zaczynała się z Bieszczadów. Rano na granicy polsko-słowackiej, na przełęczy nad Radoszycami pojawiły się 4 Dustery i jedna Toyota. Przywitania, zapoznania i nasza ekipa na rumuńską przygodę jest w pełnym składzie.



Tego dnia plan był dojechać do Wąwozu Turda. Przejechaliśmy Słowację, Węgry i wjechaliśmy do Rumunii. W miasteczku Huedin szybkie zakupy i obieramy kierunek Cluj-Napoca. Pogoda początkowo była ładna, ale im bliżej celu, tym niebo coraz bardziej zasłaniały chmury i coraz częściej przelotnie padało.




W końcu pojawił się na horyzoncie Wąwóz Turda. Na mnie już nie robił takiego wrażenia, bo chyba była to już czwarta moja wizyta w tym miejscu, ale reszta wycieczki miała tu być pierwszy raz. Biwak zaplanowaliśmy od północnej strony wąwozu. Jeszcze w ostatnich chwilach dniach udało się rozbić biwak i choć pogoda nie współpracowała, to najwytrwalsi opijali pierwszy dzień wyprawy. Ci bardziej zmęczeni uciekli szybko spać.





Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
