Nie bardzo jest co, bo turystycznie nic się nie wydarzyło. Rano z Kasią odwiedziliśmy fryzjera, po 9 miesiącach strzyżenia się na wzajem, w warunkach biwakowych, w końcu oddaliśmy głowy pod nożyczki profesjonalistki. Ponoć tak źle tego nie robiliśmy.
Po powrocie od fryzjera Kasia zabrała się za pranie i księgowanie, ja za odgruzowywanie kampera, bo jutro pierzemy tapicerkę. Z Leszkiem jeszcze dokonaliśmy kilka drobnych modyfikacji, których nie zdążyliśmy zrobić jak byliśmy tu ostatnio. Wtedy montowaliśmy nową, dużą 90l lodówkę. Była mała rozpierducha i rzeźba, żeby ją zmieścić. Brakło czasu na drobne wykończenia maskujące tył lodówki i dziś udało się to zrobić. Bebechy zasłonięte i zrobiona wentylacja.

Pod wieczór już można było odpoczywać i podziwiać piękne widoki z tarasu Grażyny i Leszka.





Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
