O poranku w Dolinie Dunajca pojawiły się fajne mgły. Choć z naszego tymczasowego domu mamy piękne widoki, to mimo to odpaliłem drona, żeby uwiecznić to z większej wysokości. Rzut oka na okolicę i lądowanie.












Po śniadaniu akcja pranie kampera. Odkurzacz piorący wypożyczony można działać. Parę ładnych lat tapicerka nie była prana, więc nie będzie tak łatwo. Pierwsze pranie, woda w odkurzaczu aż czarna. No nieźle, niby nie było widać bardzo brudu, a jednak. Jednak odkurzacz i jego środek chemiczny nie poradził sobie ze śladami walk męczeńskich much i komarów, więc jutro szczoteczki i szorujemy miejsca po latających nieboszczykach. Potem jeszcze jedno pranie całości i powinno być super.




Nasza wędzarnia turystyczna odkąd zamieszkaliśmy w kamperze rezyduje u Leszka, a że ma on taką samą, to wpadł na pomysł ich połączenia. Niby nic, ale wsadu można więcej włożyć na jeden raz. W między czasie prac, poszły więc w dym kuraki.






Po takim dniu już tylko odpoczynek na tarasie i podziwianie zachodu słońca.


Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
