Nie, kamper nie wylądował na lawecie, to stare zdjęcie, dla przyciągnięcia uwagi 😉 Jednak jakieś problemy są. Wyjazd coraz bliżej, a wydatków z kamperem coraz więcej, ale może to dobrze, że teraz, a nie gdzieś we Francji.
Już na ostatnim wyjeździe do Danii po podniesieniu maski, na rozgrzanym silniku zaczęły dochodzić jakieś dziwne odgłosy, jakieś nieregularne chrobotanie z okolic rozrządu. Pomyślałem, 230 000 przebiegu, być może łańcuch się rozciągnął i będzie trzeba wymienić rozrząd. Bez problemów przejechaliśmy całą Danię i wróciliśmy do Domu. Na przeglądzie okazało się jeszcze że są luzy na tulejkach wahacza i słaby ręczny.
Autko wylądowało na warsztacie, ale pierwsza diagnoza tych dźwięków to rolki na pasku. Wymiana rolek, dwóch pasków. Nowe tulejki do prawego wahacza i sworzeń, ale okazuje się, że wahacz tak wybity, że też trzeba zmienić. Na koniec jeszcze nowe linki do ręcznego. No chyba będzie można jechać ze spokojną głową. Odpalamy silnik chodzi elegancko. Wracam do domu, podnoszę maskę chrobotanie znowu słychać.
Dziś znowu na warsztat i kolejna diagnoza, że jednak chyba coś z rozrządem. Więc nastawiam się na jego wymianę, ale jak rozrząd to pasowało by też pompę wody. A jak już robić, to kompleksowo, więc jeszcze popychacze i dźwigienki profilaktycznie. Ale by to zrobić, trzeba wykręcić wtryski, skoro będą wykręcone, to warto je sprawdzić po takim przebiegu, czy nie leją. Jak będą słabe, to dojdzie jeszcze regeneracja.
Na deser zostanie jeszcze zakup przednich opon, bo się kończą 😉
Mamy nadzieję, że poniesione koszty zaowocują bezstresową jazdą przez kolejne 200 000 km.
Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
