Dzień 176 – 3860 :)

Rano ruszamy dalej szlakiem Don Kichota z La Manchy. Pierwszy punkt dzisiejszego dnia to El castillo – iglesia de Santa Catalina. Zamek-kościół Santa Catalina znajduje się na niewielkim wzgórzu, przy granicach miejskich obecnego miasta Fuenllana, Ciudad Real. Historia zamku-kościoła Santa Catalina rozgrywa się w okresie rekonkwisty i ponownego zaludnienia płaskowyżu Campo de Montiel, którego ostatecznie dokonał Zakon Santiago. Pierwsze znane ślady budowy i użytkowania tego zamku-kościoła pochodzą z XIII wieku. Początkowo pełnił on funkcję ufortyfikowanej budowli, wykorzystywanej przez Zakon Santiago do kontroli i obrony wioski Fuenllana. W połowie XV wieku, podczas walki z Rodrigo Manrique, Don Álvaro de Luna nakazał jego zburzenie. Była to kara za zbuntowanie się rady miejskiej na rzecz Rodrigo Manrique.
W drugiej połowie XVI wieku na ruinach zamku zaczęto budować ostateczną parafię Santa Catalina. Zastosowano styl gotycki, z gwiaździstymi sklepieniami żebrowymi ze zwornikami, nevados i maswerkami, a także planem halowym z ośmiokątnym prezbiterium, bardzo popularnym w czasach monarchów katolickich.

Molino de Villahermosa, to stary wiatrak na obrzeżach miasta Villahermosa. Młyn pełni obecnie funkcje wagi. W okienku jest automat, wrzucamy 1€ i kamper zważony, wydruk nie napawa dumą, bo jesteśmy przeważeni 😉 Pakując się na prawie roczny wyjazd spodziewaliśmy się tego 🙂 Obok młyna można rzucić okiem na Ermita de San Antón. W tej świątyni znajduje się wizerunek patrona zwierząt. W związku z jego świętem odbywają się tam msze i ogniska, którym towarzyszy orkiestra marszowa i rozdawanie tradycyjnych „puñao”.

Jadąc w kierunku miasta Ossa de Montiel napotykamy na coś, co nie istnieje na mapach, to Cuevas Del Champiñon Museo. Kilka lat temu uprawiano tam grzyby, a teraz miejsce zostało przekształcone w muzeum miasta Ossa. Obiekt był zamknięty, wiec zdjęcia z za siatki.

Cueva de Montesinos, jaskinia ta stała się znana na całym świecie, ponieważ Don Miguel de Cervantes w swoim genialnym dziele „Don Kichot z La Manchy” umieścił w niej najsłynniejszy czar w historii literatury, zamieniając różne postacie literackie – damę Ruiderę i jej córki – w rzeki i laguny. W rozdziale XXII drugiej części Don Kichota, waleczny rycerz Don Kichot z La Manchy przybywa do jaskini Montesinosa w towarzystwie Sancho Pansy i ucznia, który służy im za przewodnika, kuzyna zdolnego absolwenta, ku wielkiemu żalowi Sancha, który czuje, że opuścił wesele Camacho.

Jest to jaskinia krasowa o głębokości około 80 metrów. głębokie, powstałe w wyniku procesów rozpuszczania skał na danym obszarze, wywołanych przez wodę deszczową. W środku jest mała rzeka. Duże bloki kamienne częściowo blokują wejście, ale nadal pozostawiają wystarczająco dużo miejsca, aby wejść do podziemnego pomieszczenia, praktycznie w pozycji pionowej. Tuż przy progu wejścia, po lewej stronie, znajduje się pusty portal, który w innych czasach nazywano „Los Arrieros”. Ze środka wnęki widać największą przestrzeń zwaną „Wielką Salą”, której sufit zamieszkuje mnóstwo nietoperzy. W jaskini znaleziono pozostałości narzędzi świadczące o działalności człowieka od czasów starożytnych (późnego neolitu), takie jak krzemienne noże i groty strzał (mikrolity), a także oszlifowane kawałki toporów nazywane przez miejscową ludność „kamieniami piorunowymi”. W tym miejscu znaleziono również drobne przedmioty metalowe, takie jak pieczęcie, pierścienie, kolczyki, koraliki i monety, a także fragmenty ceramiki. 

Kolejne fajne miejsce, które dziś odwiedziliśmy to Lagunas de Ruidera. Park Narodowy Laguny Ruidera, obok Jezior Pliwidijskich w Chorwacji, jest najlepszym przykładem jezior powstałych w wyniku nagromadzenia węglanu wapnia (tufu). Wody spadające na pole Montiel infiltrują warstwę wodonośną, która ma tutaj swój naturalny nadmiar, dając początek rzece Guadiana Alto lub Pinilla. Wody te, niezwykle bogate w węglany, w wyniku opadów trwających tysiące lat utworzyły imponujące bariery (naturalne tamy), powodując powstanie spektakularnych wodospadów pomiędzy jedną laguną a drugą. Niestety, pomimo ostatniej deszczowej aury, wodospady są wyschnięte.

Na koniec zostawiliśmy sobie zamek Castillo de Peñarroya. Twierdza pierwotnie była fortem muzułmańskim, w 1198 r. przeszła w ręce chrześcijan, a w 1215 r. pozostała w rękach Zakonu Joannitów, choć została zdobyta przy pomocy Zakonu Santiago. Legenda głosi, że po zdobyciu twierdzy odnaleziono tam obraz Matki Boskiej z Peñarroya , który odtąd czczą mieszkańcy Argamasilla de Alba i La Solana, którzy są ich wspólnymi patronami. Była to twierdza gwarantująca ekonomiczną eksploatację terytorium, dzierżawę pastwisk, pobieranie podatków i ochronę pokojowo nastawionych osadników. Położony strategicznie na klifie, gdzie zbudowano zaporę zbiornika Peñarroya, obiekt pełnił również funkcję magazynu lub „sejfu” dla towarów Zakonu. Niedawno na zewnątrz odkryto muzułmańską nekropolię i pole silosowe o nieznanej chronologii.

Obok zamku jest parking dedykowany kamperom. Położony w sosnowym zagajniku, koło sadów oliwkowych. Bardzo sympatyczne miejsce, więc zostajemy tu na nocleg.

W zagajniku mieliśmy okazję zaobserwować korowódkę pniówkę. Korowódki zawdzięczają nazwę swojemu charakterystycznemu zachowaniu. Wycho­dząc z gniazda w poszukiwaniu jedzenia i tworzą niesamowity korowód. Chodzą jedne za drugim głowa za ogonem. Gąsienica przewodniczka rozciąga za sobą cienką, jedwabną nitkę. Następna gąsienica podąża za nicią, również zostawiając przędzę za sobą. Korowódki podążające za przewodniczką mogą stworzyć orszak długości nawet stu gąsienic. Kasia naliczyła ich chyba 72 sztuki. Gąsienica przewodniczka nie wyróżnia się spośród innych owadów: po prostu znajduje się na czele pochodu. Pierwsza korowódka idzie przez chwilę, po czym przystaje i od czasu do czasu podnosi głowę, starając się wyczuć naj­bliższe źródło jedzenia, a następnie podąża tym szlakiem. Jeśli usuniesz pierw­szą gąsienicę z pochodu, następna korowódka bez wahania przejmuje obo­wiązki przewodniczki. Pozostałe gąsienice idące w pochodzie z pewnością nie zwrócą uwagi na zmianę lidera. W drugim stadzie korowódki się zapętliły i tworzyły okrąg, przerwałem go, żeby nie chodziły w kółko.

Być może uratowałem im życie. Jean Henri Fabre, jeden z najwybitniejszych przyrodników, uważany za prekursora współczesnej entomologii, zainteresował się zwyczajami korowódek pniówek. Fabre zastanawiał się, jak potężny jest instynkt korowódek podążających za gąsienicą przewodniczką. Co by się stało, gdyby poprowadzić pochód w kółko? Czy instynkt gąsienic będzie na tyle silny, że korowódki nie przestaną chodzić w niekończącym się pochodzie? 30 stycznia 1896 roku Fabre wykonał eksperyment — poprowadził pochód korowódek wzdłuż brzegu dużej donicy wypełnionej ziemią. Gdy do naczynia wspięła się wystarczająca ilość gąsienic, aby mogły utworzyć koło, Fabre strącił te z końca pochodu. Następnie usunął gąsienicę przewodniczkę, aby utworzyć zamknięty krąg. W tym momencie pochód stracił lidera. Każda gąsieniczka po prostu podążała za jedwabną nicią rozciągniętą przez swoje poprzedniczki, ignorując ulubione jedzenie, które Fabre umieścił w odległości 30 centymetrów od kręgu. Sześć dni później, gąsienice nadal chodziły w kółko. Pochód za­łamał się dopiero wtedy, gdy część korowódek padła ze zmęczenia lub głodu, a pozostałe, które miały jeszcze dość siły, zdołały wydostać się z kręgu. Według obliczeń Fabre korowódki pniówki okrążyły donicę ponad 500 razy, a wiec pokonały dystans ponad czterystu metrów. Ekwiwalentem czterystu metrów pokonanych przez gąsienicę jest 145 kilometrów dla idącego człowieka.

Reszta dnia to obiad, praca i z racji miejsca zaczynamy słuchać lektury stosownej do naszych najbliższych dni 😉

No votes yet.
Please wait...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Odkryj więcej z Czas na Life

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.