No to nastał czas, kiedy o świcie jestem już w lesie. Kasia na razie nie chce żeby ją budzić, czeka aż naprawdę zaczną się grzyby. Ja już wysiedzieć nie mogę i co rano śmigam do lasu. Dzisiaj było na początku beznadziejnie, myślałem, że wrócę z pustą torbą. Jeden las nic, przejazd do następnego, też nic. W trzecim to samo, ale na koniec trafiam na prawdziwkowe miejsce i udaje się zebrać trochę borowików. Nie wrócę więc z pustymi rękoma. Na razie drobne zbiory mrozimy, bo za mało na słoiki, ale trzeba pomyśleć o suszeniu. W centralnym jeszcze nie palimy, suszarka do grzybów we Wrocławiu, no to trzeba kupić tu do domu. Allegro i zamówiona.























Po powrocie śniadanie i do roboty. Kasia ogarnia spiżarnie, żeby było gdzie te grzyby w słoikach składować. Mamy tam masywny drewniany regał, ale zaatakowały go korniki. Więc dziś nanoszenie preparatu przeciw robalom, a jutro będzie malowała impregnatem. Ja zabrałem się za sadzenie drzewek owocowych zakupionych wczoraj w Dino. Potem ogarniałem dalej opał i rozbierałem dalej resztki gołębnika.

Po obiedzie burza, trochę popadało, więc w lesie będzie trochę wilgoci. Jeszcze tylko przygotowanie bali, bo nasi goście sobie na dziś zażyczyli gorącą kąpiel. Potem już wieczór odpoczynkowy przed TV, dni robią się coraz krótsze, więc jest trochę czasu na domowy relaks. Wcześniej jak dni były długie, było prosto z „pola” do łóżka 😉

Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
