Elektrownia na długie wyjazdy

W chwili zakupu kampera na dachu był panel tylko 100 watowy i jeden akumulator hotelowy 100 ah. Szybko się okazało, że to nawet za mało, by bezproblemowo używać lodówki. Szybko więc dołożyliśmy dodatkowe 200 watt i dodatkowy akumulator 100 ah. Zestaw 300 watt i akumulatory 200 ah już sobie całkiem radziły latem, jednak zimą było to już było na granicy. Gdyby nie to, że codziennie się przemieszczamy, i alternator zawsze coś podładował akumulatory, to pewnie prądu by zabrakła. Z tego też powodu zimą woziliśmy agregat na czarną godzinę.

Kiedy na horyzoncie ukazała się możliwość dłuższych wyjazdów, tak naprawdę zamieszkania w kamperze, to trzeba było pomyśleć o lepszym zaopatrzeniu w prąd, bo i potrzeby się zwiększą. Przy półrocznych wyjazdach też nie będziemy się codziennie przemieszczać, tylko okolice zwiedzać na rowerach elektrycznych, co wiąże się z dodatkowym zapotrzebowaniem na prąd.

Początkowo chcieliśmy zainwestować tylko w mocniejsze panele, jednak w grudniu nie załatwią problemu, bo o tej porze roku, nawet w słoneczny dzień, nie uzupełnią do pełna akumulatorów. Potrzebny był więc większy magazyn energii niż 200 ah w kwasowych akumulatorach, które można rozładować tylko w 20 procentach. Najlepszym rozwiązaniem były by akumulatory lifePo4, ale ta cena. Do tego jeszcze koszty zakupu wymiany osprzętu, czyli mocny regulator do lifePo4, ładowarki DC/DC i AC/DC.

Trzeba było jednak te koszty przełknąć, żeby mieć komfort podróży. I tak ruszyły zakupy osprzętu, po pomiarach okazało się, że w miejsce dwóch kwasowych akumulatorów po 100 ah, zmieszczą mi się 2 akumulatory po 200 ah LifePo4, czyli otrzymam już całkiem pokaźny magazyn 400 ah. Panele jakie uda się upchać na dachu to 2X430 watt, to już coś, bo w sumie to daje 860 watt.

Na montaż paneli i przebudowę elektryki wybrałem zaufaną i sprawdzoną firmę naszego kolegi z Grupy Biwakowej – https://www.facebook.com/kamper.serwis Panele mają tak dużą powierzchnię, że dodatkowo od spodu wzmocniliśmy je profilem aluminiowym. Montaż do dachu też na profilach aluminiowych z użyciem nitonakrętek i kleju. Nie zdecydowałem się klejenie tak dużych paneli, tym bardziej, że stare klejone już puściły na kilku narożnikach i miałem sporo szczęścia, że nie odfrunęły. Z przodu panel jakieś 3 cm wyszedł poza dach i obawiałem się, że będzie to szumieć, więc rozważałem dorobienie owiewki, jednak po testach okazało się że nie szumi.

Panele wylądowały na dachu, przyszła pora na elektrykę. Trochę dłubania było, ale wszystko zadziałało jak trzeba.

Cała operacja była przeprowadzona w połowie października, więc tak naprawdę do teraz jeszcze nie miałem możliwości sprawdzić maksymalnych możliwości zestawu. Za to miałem możliwość przetestowania w najgorszych warunkach. W grudniu wybraliśmy się na północ dani. Tam jeżeli było słońce, to w południe było na wysokości takiej jak na zdjęciu.

Ale tych słonecznych dni nie było za dużo, do tego przez 10 dni przemieściliśmy się tylko o 150 km, czyli z alternatora nie było zbyt dużo ładowania. System sprawdził się rewelacyjnie, prądu nie zabrakło, a panele, nawet o tej porze roku dawały radę uzupełniać straty. Gdybym tu był ze starym zestawem jak nic musiał bym co dwa dni szukać słupka by się podładować porządnie. Ostatnio 1 marca, przy pochmurnym niebie, przez które przebijało się trochę słońce udało się wyciągnąć z 20 amper i po nocy panel momentalnie uzupełnił zużycie. Jak na razie jestem mega zadowolony.

No votes yet.
Please wait...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Odkryj więcej z Czas na Life

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.