Rano zrobiliśmy sobie jeszcze spacer, po dzielnicy rybackiej Santoñi. Mieszczą się tu przetwórnie ryb i ich sklepy firmowe. Nawet można zwiedzić fabrykę konserw, ale nie w sobotę. Trafiliśmy też na sobotni bazar, ale głównie z ciuchami.






Po spacerku podjechaliśmy jeszcze do marketu zrobić zakupy. Kupiliśmy świeżą rybę na obiad. Podoba nam się to, że tu można poprosić o filetowanie ryby i dostajemy oporządzoną, praktycznie do wrzucenia na patelnię.
Po wczorajszych 16 km wycieczkach, dziś postanowiliśmy trochę odpocząć, przy okazji troszkę ogarnąć kampera i wieczorem popracować. Na miejsce lenistwa wybraliśmy Przylądek Cabo de Quejo. Ustawiliśmy się na widokowej miejscówce i zaczęliśmy najpierw od odpoczywania.











Ja jednak długo nie wysiedziałem i wyskoczyłem na szybki spacerek po okolicznych klifach. Widoki tu bajeczne, pogoda również, więc ciężko usiedzieć.






























Po spacerku przyszła pora na rybkę. Kasia przyrządziła ją pysznie i jeszcze te okoliczności obiadu.









I dziś została już tylko praca.

Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
