Dzień 44 – 763 schody w pionie + 111

Dziś poranek zafundował ładny wschód słońca, więc gdy Kasia była jeszcze w objęciach Morfeusza, poszedłem na klif porobić fotki.

Naszym dzisiejszym celem była Latarnia morska Horse w Santoña, ale nim tam dojechaliśmy, zatrzymaliśmy się na chwilę przy Monasterio de San Sebastian de Hano o Montehano. Znajduje się on 0bok bagien Santoña, Noja i Joyel i został założony pod patronatem Beltrána Ladróna de Guevary w 1441 roku na miejscu starej pustelni. Później został zajęty przez Zakon Franciszkanów. Znajdując się na małej wyspie na wspomnianych bagnach, monarchowie katoliccy nadali im prawo do posiadania łodzi, która służyłaby do komunikacji z lądem. Podczas konfiskaty Mendizabala w 1835 roku klasztor San Sebastián de Hano  przeszedł w ręce prywatne, a dokładniej hrabiego Casa Puente, który podarował go biskupstwu Santander, które z kolei przekazało go ojcom kapucynom, obecnym mieszkańcom klasztoru.

W końcu dojechaliśmy do miasta Santoña, to stąd prowadzi szlak do wspomnianej latarni morskiej. Ruszyliśmy nadmorską promenadą w stronę klifów. Mijając po drodze dwa forty i trochę kiczowaty posąg Matki Boskiej.

Za fortami zaczęła się mozolna wspinaczka na klif. Choć dziś słońce było za chmurami, to było bardzo gorąco i parno. Po 4 kilometrach doszliśmy do rozwidlenia, gdzie szlak odbijał do latarni. Czytałem wcześniej, że by tam dotrzeć, trzeba pokonać 763 stopnie schodów, ale nie sądziłem, że te schody będą prawie w pionie, a stopnie tak wysokie, że kolanami można sobie zęby wybić. Dodam, że tymi schodami trzeba zejść, a potem wejść z powrotem. Kasia ze swoim lękiem wysokości jak to zobaczyła, stwierdziła, że za żadne skarby tam nie zejdzie. Więc została, trochę odpoczęła i ruszyła dalej naszym szlakiem. Ja miałem ją potem dogonić. Zejście dało popalić kolanom, a wejście wszystkim kończynom dolnym i spowodowało niezłą zadyszkę.

Latarnia znajduje się u podnóża klifów Monte Buciero, przy wejściu do zatoki Santoña. Istnieje jeszcze zejście umożliwiające dojście do portalu jaskini, w tym przypadku po dodatkowych schodach o 111 stopniach. Wysokość płaszczyzny ogniskowej wynosi 24 metry nad poziomem morza i 13,36 m nad ziemią. Zaczęła funkcjonować 31 sierpnia 1863 roku, choć od połowy lat 90. XX w. nie działała z powodu powtarzających się aktów wandalizmu. Podczas pracy światło świeciło 4 błyskami co 14 sekund. Budowę schodów prowadzących do latarni morskiej wykonali więźniowie z pobliskiego więzienia El Dueso.

Generalnie to zaplanowaliśmy sobie trasę wokół cypla, która na mapie wyglądała fajnie, ale finalnie okazało się, że przedreptaliśmy 16 km, po kamolcach, w górę w dół, znowu w górę i tak cały czas. Kasię dogoniłem przed drugą latarnią morską Faro del Pescador. Pierwotnie przy wejściu do zatoki Santoña , na cyplu znanym jako Punta del Fraile, znajdowała się latarnia morska. Nie oznaczała ona jednak dobrze wybrzeża, dlatego w 1859 roku podjęto decyzję o budowie tej nowej latarni morskiej. Jego inauguracja odbyła się 1 lutego 1864 roku. Pierwotna konstrukcja ze stożkową białą wieżą na szczycie budynku została zmodyfikowana w 1926 roku wraz z odnowieniem systemu oświetlenia. Wprowadzenie nowej automatyki spowodowało eliminację personelu, co doprowadziło do wyburzenia budynku przeznaczonego na mieszkania i budowy nowego, jednokondygnacyjnego. Latarnia początkowo wskazywała drogę żeglarzom lampą na oliwę, zamontowaną na optyce o ogniskowej 300 mm ze stałymi częściami katadioptrycznymi i częścią dioptryczną utworzoną przez dwie obrotowe soczewki. System ten miał zasięg 17 mil morskich i wydawał się emitować stałe białe światło z błyskami tego samego koloru co trzy minuty. przebudowa z 1929 r. zastąpiła tę instalację systemem Dalen. Jego pojawienie się to 3+1 błysków co 15 sekund, z następującym okresem: 0,8+1,4+0,8+1,4+0,8+4,5+0,8+4,5.

Za latarnią minęliśmy fajną plażę, zakład karny i wróciliśmy do miasta. Piwo w pierwszym barze smakowało wyśmienicie. Doczłapaliśmy się do kampera i prawi padliśmy. Nawet obiadu nam się nie chciało robić, otworzyliśmy jakieś puszki rybne i to był nasz dzisiejszy obiad. Po obiedzie własnej roboty drink, który wczoraj próbowaliśmy w barze.

No votes yet.
Please wait...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Odkryj więcej z Czas na Life

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.