Poranek był ciepły, ale mglisty. Nadszedł czas na pierwszego grilla w tym roku, więc kaszanki wylądowały na ruszcie. To było też nasze pierwsze śniadanie w tym roku na świeżym powietrzu.


Po śniadaniu odpaliłem wędzarnię, na wczoraj zakupione łososie. Akurat na obiad będą gotowe. Wczoraj nasolone i zapakowane próżniowo wchłonęły pięknie sól, więc powinny być smaczne. W pierwszej kolejności trzeba je było dobrze osuszyć w wędzarni bez dymu, i potem 3 godzinki dymienia.




W między czasie dojechali do nas znajomi z Czech, którzy również jechali na chrzciny kampera. Pogoda się już wyklarowała, coraz mocniej przez chmury grzało słońce. Nawet po ładowaniu z solara było widać, że to już wiosna. Elektrownia na dachu generowała już 300 wat i 20 amperów, niezły wynik jak na tą porę roku i słońce przytłumione chmurami. W między czasie rybki już doszły, więc wspólnie je skonsumowaliśmy i ruszyliśmy w kierunku imprezy głównej.






Na miejscu zameldowaliśmy się po piętnastej. Chwilę po nas dojechał Alex z Kasią, a potem resztę gości. Pogoda nie była zbyt pewna, więc impreza była na hali. Gdy już wszyscy dotarli, nastąpiły uroczyste obchody chrzczenia nowego kampera Małgosi i Zbyszka. Uroczystość tą uświetnił biskup Krzysztof z siostrą Alicją. Odczytał przygotowaną na tę okoliczność modlitwę, wzniesiono toast i kamper stał się już gotowy do użytku. Potem była już tylko impreza do czwartej nad ranem. Pewien niesmak wzbudził tylko biskup. który jak się potem okazało, dzielił wspólne łoże z siostrą Alicją, ale przynajmniej dzieci były bezpieczne 😉











Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
