Dziś Beskid Sądecki spowiły mgły, a z nieba sączył się deszcz. O ósmej rano odstawiliśmy kampera na warsztat i przekazałem listę życzeń. Wymiana oleju i filtrów, wymiana pompy oleju, sprawdzenie stanu oleju w skrzyni biegów, wymiana klocków hamulcowych, regulacja hamulca ręcznego, wymiana łączników stabilizatora, wymiana osłony przegubu i zlikwidowanie nieszczelności układu klimatyzacji, prawdopodobnie sprężarka do wymiany. Mechanik optymista nawet zakładał, że dziś będzie kamper do odbioru, zobaczymy.



Jesteśmy na ten czas w gościnie u Kasi siostry i szwagra, więc nam dogadzają. Na stół wjeżdżają potrawy, które niewygodnie zrobić w kamperze, lub te za którymi się stęskniliśmy. Był królik, była kaczka, a dziś kurak na butelce piwa. O innych przysmakach już nie wspomnę.



Powoli spływają też nasze zamówienia na usprawnienie kampera i odnowienie zapasów. Pierwsza przyszła lodówka Yolco, która będzie z tyłu pełniła funkcję zamrażarki. Mały 5 kg gasbank, który zastąpi 3 kg butle, którą czasami ciężko „na dziko” napełnić. Odnowiony też zapas gazu do kuchenki Makłowicza i grilla gazowego. Apogeum dostaw nastąpi jutro, kurierzy zapukają do drzwi 8 razy i chyba wszystko będzie ogarnięte.



Wieczorem wysłaliśmy sms do mechanika, czy odpalać auto, czy otwierać piwo. Odpowiedź była krótka i zwięzła „otwierajcie piwo”. Czyli Kamper będzie dopiero jutro. No to spędzę pierwszą noc „pod dachem” bo wcześniej Kasia spała w domu, a ja z kotem w kamperze.
Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
