Nieśmiało wychodzi słońce, więc z Gabi i Darkiem umawiamy się na wspólne śniadanie na powietrzu. Reaktywuje ognisko, żeby upiec kaszankę i kiełbaski, na stół wjeżdżają jeszcze inne smakołyki i zsiadamy razem do śniadania.




Pół dnia nie wiadomo kiedy zleciało na rozmowach i przyszła pora obiadu. Na obiad Gabi zaserwowała domowy rosół. Gdy już zjedliśmy dojechał jeszcze jeden kolega z Grupy Biwakowej i znowu fajne rozmowy, tyle że już bez alkoholu, bo dziś się rozjeżdżamy.



W końcu padło hasło do odjazdu i każdy ruszył w swoją stronę. My już opuściliśmy Jurę i przebazowaliśmy się w okolicę Tarnowskich Gór, do leśnej osady Brusiek. Mieszka tu nasz kumpel, który zrobi nam mały przegląd elektryki i małe poprawki. Więc jutro dzień techniczny, zobaczymy ile się z tym zejdzie i wtedy zadecydujemy gdzie dalej.


Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
