Za nami pierwsza noc na naszym nowym siedlisku, za bardzo się nie wyspaliśmy, bo nie mogliśmy usnąć, chyba z emocji 😉 Poranna kawka przed domem i zaczynamy pierwszy dzień na włościach.

Kasia musi wbić się w księgowanie, bo przez zlot zrobiły się zaległości. Ja nie mam jeszcze kosiarek więc idę sprawdzić sąsiedni las co tam ciekawego w nim jest. Grzybów jeszcze nie ma, ale są już jagody, choć bardzo drobne, chyba przez suszę. Robię kilka kilometrów i mam już swoje typy na grzyby.








Wracam i biorę się za sprzątanie kampera, bo po zlocie zrobił się bajzel, pakowaliśmy wszystko mokre, więc trzeba suszyć. Musze też zrobić miejsce, bo jutro odbieramy kosiarkę, podkaszarkę i kupę sprzętu ogrodowego. Po drodze musimy kupić taczkę, szpadle, grabie, sekatory i inne pierdoły.


Obiadek na powietrzu, ale taki na szybko z zamrażarki, bo Kasia dziś zapracowana.

Przy wejściu już dojrzała czerwona porzeczka, muszę ją poprzycinać, bo bardzo drobna, będzie też winogron, jedynie orzech włoski przymarzł i w tym roku nie będzie jedzonka.






W szopie znalazłem jakąś starą kosę i się trochę pobawiłem 😉

I tak zleciał dzień, Kasia nadal pracuje.

Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
