Dziś za oknem mleko, taka mgła, że świata nie widać, ale za to po wczorajszych zakupach w polskim sklepie myśliwska na śniadanie 😉

Prognozy pokazują, że mgła będzie się dziś utrzymywać cały dzień, no trudno może da się coś przez nią zobaczyć. Jedziemy do Prehistorycznej osada Paleoskala, nie dosyć, że zamknięte, to nawet przez płot nic nie widać z powodu mgły.
Paleoskala Prehistoric Settlement to stanowisko archeologiczne położone w pobliżu miasta Wolos (Volos) w Tesalii, w środkowej Grecji. Jest ono związane z wczesnym osadnictwem prehistorycznym na tym obszarze i stanowi ważne źródło wiedzy o rozwoju pierwszych społeczności rolniczych regionu Morza Egejskiego. Osada datowana jest głównie na neolit (ok. VII–IV tysiąclecie p.n.e.), czyli okres, w którym nastąpiło przejście od trybu życia łowiecko-zbierackiego do osiadłego rolnictwa. Paleoskala należy do grupy stanowisk charakterystycznych dla Tesalii, gdzie rozwijały się jedne z najstarszych i najlepiej udokumentowanych kultur neolitycznych w Europie.
Podczas badań archeologicznych odkryto tu pozostałości zabudowy mieszkalnej (domy wznoszone z gliny, drewna i kamienia), fragmenty ceramiki użytkowej i zdobionej, świadczące o rozwiniętym rzemiośle, narzędzia kamienne i kościane, wykorzystywane w rolnictwie, myślistwie i codziennych pracach i ślady uprawy zbóż i hodowli zwierząt, potwierdzające rolniczy charakter osady.




Dojeżdżamy do jeziora Techniti Limni Karla, które też ledwo widać.



Na dodatek za chwilę pojawia się Kanalia, która robi nam psikusa, zachęca słońcem, by po chwili skryć się we mgle. Wioska leży ona na zboczach masywu Pelion, na wysokości około 450–500 m n.p.m., co zapewnia jej rozległe widoki na Zatokę Pagasyjską. Miejscowość zachowała wyraźnie wiejski charakter. Dominują tu kamienne domy z czerwonymi dachami, wąskie uliczki oraz centralny plac z kawiarniami, które pełnią ważną funkcję społeczną. Życie toczy się spokojnie, zgodnie z rytmem lokalnej społeczności, a turystyka ma raczej ograniczony, nienachalny charakter. Kanalia jest znana z tradycji rolniczych, zwłaszcza uprawy migdałów.

























Zaczęliśmy się zastanawiać czy jest sens dzisiaj w tej mgle cokolwiek zwiedzać, może zjedziemy do Wolos zrobić pranie? Ale coś mnie tknęło, następny cel jest wysoko w górach, może wyjedziemy powyżej pierzyny mgieł i wjedziemy do krainy słońca?
Tak też się stało, trafiliśmy na inwersje, na dole mgły i 12 stopni ciepła, na górze piękne słońce, bezchmurne niebo i 24 stopnie ciepła. Wjechaliśmy na wzgórza w sąsiedztwie opuszczonej wioski Ano Kerasiá, zostawiając w dole mgły.
















Ano Kerasiá, to takie trochę francuskie Oradour-sur-Glane, ale na dużo mniejszą skalę. To opuszczona górska wieś położona w Tesalii, na zboczach masywu Pilion (Pelio), niedaleko miasta Wolos. Leży na wysokości około 700 metrów n.p.m., w otoczeniu gęstych lasów bukowych i kasztanowych, z widokami na Pagasejską Zatokę i równiny Tesalii.
Wieś została założona w średniowieczu i przez stulecia funkcjonowała jako niewielka, samowystarczalna osada rolniczo-pasterska. Jej mieszkańcy zajmowali się głównie uprawą zbóż, hodowlą zwierząt oraz zbieraniem leśnych produktów. Tradycyjna zabudowa składała się z kamiennych domów o grubych murach i dachach krytych łupkiem, charakterystycznych dla regionu Pilionu.
Ano Kerasiá została opuszczona w połowie XX wieku. Główną przyczyną była wojna domowa w Grecji (1946–1949) – wieś znalazła się na obszarze działań partyzanckich i została niemal całkowicie wysiedlona. Po zakończeniu walk dawni mieszkańcy nie wrócili; część przeniosła się do Wolos, inne rodziny wyemigrowały do Aten lub za granicę. Brak infrastruktury i trudny dostęp dodatkowo utrwaliły opuszczenie osady.
Dziś Ano Kerasiá jest miejscem całkowicie niezamieszkanym. Ruiny domów, zapadnięte dachy, zarośnięte ścieżki i pozostałości tarasowych pól tworzą sugestywny, niemal melancholijny krajobraz. Zachował się także opuszczony kościół oraz fragmenty dawnej zabudowy publicznej. Przyroda stopniowo odzyskuje teren, a las wchodzi w przestrzeń niegdyś zajmowaną przez ludzi. To przykład „wioski duchów” oraz materialne świadectwo burzliwej historii XX-wiecznej Grecji.






































Po drodze natrafiliśmy też na fajne miejsce biwakowe, nawet w pierwszej chwili chcieliśmy tu przyjechać, bo widoki stąd przepiękne, ale było tu dosyć wietrznie, a tam gdzie wstępnie się zatrzymaliśmy było miejsce bez wiatru.







Zeszliśmy na dół do kampera i jednak zostajemy ciut niżej, bo nie wieje, przez co jest fajnie ciepło. Koty na wybieg, a Kasia zabiera się za obiad.














Trzeba jeszcze rzucić okiem na okolicę z lotu ptaka.












Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
