Przeczekaliśmy deszczowy dzień i wróciliśmy ponownie na Transapuseane. Przedwczorajszy przejazd w chmurach, trzeba było powtórzyć. Dziś już pogoda była łaskawsza, choć na górze było dużo chłodniej niż w dolinach. Po południu jednak zrobiło się na tyle przyjemnie, że udało się posiedzieć przy ognisku.






















































To miejsce ma dla nas znaczenie sentymentalne, dokładnie 10 lat temu w maju tu byliśmy i coś w tym miejscu zaiskrzyło, i trwa do dziś. Miejsce już nie do końca to samo, tylko obok, bo miejsce, gdzie 10 lat temu biwakowaliśmy jest już sprzedane i ogrodzone.

Na biwak wybraliśmy więc inne miejsce na trasie. W lodówce pstrągi, więc trzeba ogarnąć ognisko, na szczęście opału nie brakuje. Byłby to biwak jak wiele innych, gdyby nie Nunuś, szczeniak chyba owczarka rumuńskiego, który bardzo się ucieszył z naszego biwaku w tym miejscu. Generalnie w każdym miejscu w Rumunii są bezdomne psy i prawie codziennie je dokarmiamy. Tak wiem świata nie uratujemy, ale Nunuś miał farta. Szybka akcja na FB i ma dom. 10 000 wyświetleń w przeciągu godziny zrobiło swoje. Więc resztę wyjazdu mamy psa na pokładzie, można powiedzieć emigranta 😉













































Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
