Dzień 15 – O krok od śmierci, nocna ucieczka i motoryzacyjny orgazm

Wczorajszy biwak był sielankowy, miejsce, które lubimy, czyli las. Wieczorem Parchatka pomaga Kasi księgować. Ja snuje plany grzybowe no poranek, jak każdy samiec, chcę zapewnić pokarm dla rodziny. No może nie do końca, bo Parchatka, grzybów nie jada, Kasia już po tych wszystkich grzybach ma dość, Ale instynkt grzybiarza uważa, że ważne są doznania smakowe niż jakaś tam sraka.

Szanowni nasi klienci, jeżeli będą jakieś korekty w przyszłym miesiącu, to przez kota 😉

W końcu położyliśmy się spać. Środek lasu, cisza i spokój, więc spanie było fajne, ale tyko do 3 nad ranem. Najpierw masakryczna ulewa, potem jakiś orkan lub inny huragan. Staliśmy na leśnej przełęczy w górach. Już ta ulewa nas zbudziła, potem masakryczny wiatr, trzask łamanych gałęzi i huk powalanych przez wiatr drzew. Odgłos w ciemności taki, jak by szedł jakiś wielki potwór i deptał na swojej drodze drzewa, jak my łamiemy suche gałązki w ściółce leśnej, spacerując po lesie. Przełamując wiatr drzwiami wychodzę na zewnątrz ocenić co się dzieje. Wielgachny świerk buja się przed nami, jak pierdyknie na nas, to nic z nas nie zostanie. W wiosce poniżej iskrzą linie wysokiego napięcia na które spadają połamane drzewa. Na nasz dach spadają z hukiem gałęzie, nawet nie myślę, czy solary to przeżyły. Nawet chwilę się nie zastanawialiśmy, wskakuję z kółko i zjeżdżamy na dół. Cała droga zasłana połamanymi konarami, ale udało się przejechać. Poniżej w wiosce już w miarę bezpiecznie, nie ma drzew, ale stoimy na poboczu. Trochę też niebezpiecznie spędzić resztę nocy w taki miejscu. Sprawdzam mapy, jeszcze niżej większa osada, a za nią parking i teoretycznie bez drzew. Jedziemy dalej, w kolejnej miejscowości hula wiatr, po ulicach walają się plastikowe kosze na śmieci, jakieś wiadra i inne rzeczy porwane przez wiatr. W końcu jest parking, zero drzew zabudowań, nic nam nie zagraża. Ustawiam się przodem pod wiatr, bo kamperem buja jak statkiem na morzu podczas sztormu. Z ciekawości sprawdzam w Google naszą trasę, jest już nieprzejezdna, 9 zgłoszeń w Google. Adrenalina jeszcze buzuje, Kasia idzie się położyć, ja robię sobie kawę i odpalam komputer, ale koło 5 rano zmęczenie i stres dają znać o sobie i też idę się jeszcze na trochę zdrzemnąć.

Rano okazuje się, że w fajne miejsce trafiliśmy po nocy. Trochę przy drodze, nad ranem dosyć ruchliwej, jak wszyscy do pracy jechali. Jednak fajnie widokowej. Jeszcze wiatr przewalał tumany chmur o świcie, kiedy robiłem zdjęcia.

Rano już tylko kilkadziesiąt kilometrów i Francja przywitała nas piękną pogodą. Naszym celem dziś była Miluza i ogromne muzeum motoryzacji. Fani tej dziedziny mają tu zapewniony orgazm. Nigdy w życiu nie widzieliśmy tak ogromnej kolekcji zabytkowych pojazdów. Ogromne hale, chyba tysiące naprawdę starych samochodów, nawet Kasia, jest pod wrażeniem. Jedyne czego mi brakowało, to za mało było pojazdów z okresu mojego dzieciństwa, kiedy w kraju stłamszonym komuną, każdy młody chłopak rajał się zachodnią motoryzacją, a jedyny dostęp do niej miał czasami z czwartkowego Świata Młodych lub z tygodnika Motor. Ale teraz trochę suchych faktów na temat muzeum.

Narodowe Muzeum Motoryzacji – Kolekcja Schlumpfa to muzeum zlokalizowane w Miluzie. Jest tu zgromadzona jest największa kolekcja samochodów na świecie. Znajduje się tu bowiem ponad 500 pojazdów – w tym słynna kolekcja braci Schlumpf.  Pasjonaci klasycznych samochodów , gorączkowo poświęcili dużą część swojej fortuny, w latach 60. , w momencie swojego przemysłowego sukcesu, na zakup klasycznych samochodów z czterech stron świata i odnawianie ich we własnym specjalistycznym warsztacie, z upodobaniem do alzackich Bugattisów z fabryki Bugatti w Molsheim.

Jeżeli już ochłoniecie po zwiedzeniu muzeum, można się udać na tor obok i za jedyne od 350€ lub niewielkie 80€ przejechać się niesamowitym autem po tutejszym torze. Ceny, no Bugatti Veyron, wspomniane 350€ – jedno okrążenia, 7 w promocji 1500€, ale za tą kwotę możecie po jednym okrążeniu zrobić każdym innym dostępnym samochodem. Poniżej stawki Bugatti są dwa modele Lamborghini, corvetty, mustangi, jak i autka bardzo epokowe. Kasia chciała mi sprawić przyjemność i zafundować prezent gwiazdkowy, ale za takie kwoty możemy się cieszyć wspólnie wieloma innymi atrakcjami, które na nas czekają w rocznej podróży.

Ochłonęliśmy trochę po wyjściu z muzeum, piwko w kamperze i idziemy na tramwaj do centrum Miluzy. No miasto nie powala, ale jest trochę ciekawych zabytków. Najważniejsze, to dwa kościoły, piękny ratusz i kilka klimatycznych uliczek ze starą zabudową. Jednak nie ma tu co liczyć na pięknie zachowane stare miasto. Mimo to warto odbyć tu spacer.

Na noc zostajemy na parkingu pod Muzeum Motoryzacji, a może rano jednak zapragniemy się przejechać jakąś zajebiaszaczą furą, kto wie. 😉

No votes yet.
Please wait...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Odkryj więcej z Czas na Life

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

One comment

  1. To niezłe przygody na noclegu mieliście.
    Dobrze że dzięki zimnej krwi udało się w porę przeparkować.

    Dzięki za fajną relację.

    No votes yet.
    Please wait...
    Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.