Od rana zaczął padać deszcz i prognozy nie dawały szans na lepszą pogodę dzisiaj. Na radarze byliśmy w centrum ogromnej deszczowej chmury, która nie miała zamiaru odejść, tylko wirowała wokoło. Przez chwilę był pomysł, żeby nigdzie się nie ruszać, ale po wolnym 1 maja, przydało by się świeże pieczywo. Postanowiliśmy więc podjechać do Le Creusot, do marketu, zrobić zakupy.

W Le Creusot mieliśmy też w planach zobaczyć Château Verrerie, więc by drugi raz tu nie wracać, pomimo deszczu poszliśmy zobaczyć zamek, a przy okazji sąsiedni kościół Église Saint-Laurent. Dawna fabryka kryształów, Château de la Verrerie, była rezydencją rodziny Schneider. Obecnie w centralnej części budynku mieści się Muzeum Człowieka i Przemysłu (kryształy, historia dynastii Schneiderów, obrazy, modele). W sali Jeu de Paume, Pawilonie Przemysłu, za pomocą tabletów i filmu objaśnia się przemysłową przygodę Le Creusot. Mały teatr ustawiony w jednym ze starych pieców do topienia szkła. Ogród francuski i park o powierzchni 28 ha.






Kolejnym celem miało być znalezienie fajnego miejsca na biwak i przeczekanie tego deszczowego dnia. Po drodze jednak w Saint-Sernin-du-Bois wypatrzyliśmy dawne zabudowania klasztorne, których nie było w naszych planach. Więc mimo deszczu zatrzymaliśmy się, by je zobaczyć. To zabudowania dawnego przeoratu Saint-Sernin-du-Bois założonego za św. Kolumbana, który został przyłączony w 1280 roku do przeoratu Saint-Christophe-en-Bresse. Z tych budynków zachowała się zwłaszcza imponująca donżonka z 1356 roku, której mury mają grubość dwóch metrów i obejmowały pięć pięter obsługiwanych przez szerokie schody. Kościół wchodzący w skład budynków dawnego klasztoru jest romański z XII wieku, a transept ze skrzyżowaniem z dzwonnicą z XIII w. Nawa poprzedzona przedsionkiem – zbudowana na koszt opata Jeana-Baptiste-Augustina de Salignac-Fénelona – została przebudowana w 1767 r.






W końcu trafiliśmy na fane miejsce, na spędzenie tego deszczowego dnia. Spokojny parking przy Jeziorze Etang Brandon.


I tak resztę dnia spędziliśmy trochę na pracy, trochę na leżeniu i słuchaniu audiobooków. Kasia ugotowała też pyszny barszcz biały. Nawet kot dziś nie chciał wyjść z kampera 😉


Po 18 przestało w końcu padać więc można było rzucić okiem na nasze sąsiedztwo.




Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
