Na ósmą rano miał czekać na nas kanał u mechanika, więc wstajemy wcześniej rano, by zdążyć na umówioną godzinę. Ciekawe czy się uda zrobić w jeden dzień, czy będzie biwak na warsztacie. Do wymiany turbosprężarka. Zrobiła się już duża turbodziura, czasami dopiero po 5-7 sekundach po wciśnięciu gazu, silnik dostawał cugu. Wzrosło też zużycie paliwa prawie o 2 litry na 100 km. To sprężarka ze zmienną geometria łopatek i problem jest w tym lub sterowaniu nimi. Można by było coś z tym rzeźbić, ale przy tym przebiegu lepiej już wymienić całość, tym bardziej, że dostęp w tym silniku jest beznadziejny. Groziło nawet wyciąganie silnika, by wymienić część. Na szczęście się udała od dołu, choć łatwo nie było. W sumie cała operacja zajęła 8 godzin. Kasia w tym czasie ruszyła do centrum Wrocławia na kolejne zakupy. Mi z nudów udało się znaleźć fryzjera, który obciął mnie tak z ulicy, bez umawiania się.





Wróciła Kasia, poszliśmy na obiad, potem jeszcze trochę czekania i możemy opuścić warsztat.


Od razu inne auto, pięknie się zbiera i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki spalanie spada do poziomu z przed awarii. Normalnie przy 90 km/h wynosiło jakieś 8,6 l, jak zaczęła szwankować turbosprężarka wzrosło do 10,2 i niżej nie dało się zejść. Różnica spora, a oszczędności przy długich trasach znaczne. Super, bo nie byłem pewien, czy większe spalanie to wina turbo, czy to coś innego, okazało się, że turbo.
No to co robimy? W piątek mamy imprezę ze znajomymi u znajomych koło Kępna, pod nazwą Wykopki. Mamy więc jeszcze prawie dwa dni luzu. Jedziemy w Dolinę Baryczy sprawdzić nasze miejsce na maślaki. Po przyjeździe ruszamy na szybki zwiad. Niestety w lesie tak sucho, że nawet psioków nie ma, maślaków oczywiście też. Akcja maślak zostaje zakończona niepowodzeniem.


Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
