Rano udaliśmy się do Şinteu, a właściwie to Nová Huta, bo wieś w większości zamieszkują Słowacy. Na początku XVIII wieku twierdza Şinteu (po węgiersku Sólyomkő ) w Peștiș , będąca bazą wojskową i ośrodkiem ruchu oporu Kuruțy, została zniszczona i wyludniona przez austriackie władze cesarskie. W Şinteu, które wówczas należało do Peștiș, skolonizowano Słowaków , którzy do dziś stanowią zdecydowaną większość mieszkańców. To pięknie położona wioska na wzgórzach gór Şes. W Hucie Slavia panuje atmosfera archaiczna, pogodna, gościnna, ciepła, taka, jaka jest w istocie rzeczy natura tradycyjna. Dania, z których wiele to specjały słowackie przyrządzane z ziemniaków, opierają się na starych, lokalnych przepisach i są przygotowywane ze świeżych, regionalnych składników. Smaczne ciasta, pyszne papanași, palinca z dzikiej wiśni, dobre wino i słowackie piwo w pełni uzasadniają słowacką nazwę Huta Slavia. Znajdziesz tutaj słowacką gastronomię i tradycję w najczystszej postaci, w najbardziej autentycznym i cudownym krajobrazie. Krótko mówiąc, kieliszek palinki z dzikiej wiśni, zupa hribovița i podleasneac ziemniaczany. Odkryjesz warsztaty twórcze, młyn wodny, muzeum szkła, kuźnię, gorzelnię, a także historię pierwszej huty szkła w Rumunii.


































































Kolejna wieś jest już rumuńska, to Peștiș. Zatrzymaliśmy się tu, by zobaczyć starą drewnianą cerkiew. Dokładny czas budowy kościoła nie jest znany, obecny kształt jest najprawdopodobniej przebudową starego kościoła, która miała miejsce w 1797 roku, jak wspomina inskrypcja na portalu. Jest ona poświęcona ” Zwiastowaniu „. Malowidło ikonostasowe pochodzi z 1810 roku i nosi ślady silnego baroku. Zarówno ikonostas, jak i malowidło przedstawiające wrota cesarskie i diakońskie przypisuje się malarzowi Ioanowi Zugravu, pochodzącemu z południowej Rumunii.
Ikonostasu nie było nam dane zobaczyć, bo świątynia była zamknięta. Zaczepili nas Rumunii, którzy przy pomocy translatora, chcieli nam coś powiedzieć. Myślałem, że jak to często bywa, chcą nas pokierować po klucze od cerkwi, byśmy mogli wejść do środka, okazało się, że chodzi o coś innego. Ostrzegali nas przed niedźwiedziem, który od wczoraj grasuje po wiosce i załatwił już dwie owce. Dziś był widziany koło cerkwi i koło placu zabaw nad potokiem, gdzie zostawiliśmy kampera. Ot, takie uroki Rumunii.





Kolejną nowiną i ciekawostką jest, to, że w Rumunii wprowadzono kaucjonowanie opakowań jednorazowych. Jeszcze 15 lat temu wszędzie walały się śmieci, z roku na rok było coraz czyściej, teraz jest wręcz sterylnie, jak w Szwajcarii. Przykro to pisać, ale Polska teraz przy Rumunii wygląda jak śmietnisko. Coś nie tak jest z tą naszą ustawą śmieciową. Tutaj jak w całej Europie są publiczne pojemniki do segregacji, u nas za śmieci segregowane trzeba płacić a pojemniki do segregacji zniknęły z ulic. Turysta nie ma też problemu z innymi śmieciami, są ogólnodostępne kontenery i mniejsze kosze. Jeszcze chwilę temu w Bieszczadach musieliśmy się nieźle nagimnastykować, by w cywilizowany sposób pozbyć się śmieci. Po wprowadzeniu kaucjonowania, cała rumuńska mniejszość romska ruszyła w pola, lasy i przydrożne rowy zbierać śmieci. Kraj zmienił oblicze, ale jest tego też mały minus. Od trzech dni nie możemy oddać naszych opakowań, bo przy każdym automacie pod marketem kolejki i ludzie z wielkimi worami pełnym butelek plastikowych, szklanych i puszek 😉


Jedziemy dalej, kolejne miejsce w planach na dzisiejszy dzień, to wodospad Cascada Dașa. Wodospad występuje też pod nazwą Igrita i znajduje się na południowym krańcu wioski Peștera, poniżej jaskini Pișnița, która jest niedostępna. Woda spada tu z północnego stromego zbocza płaskowyżu krasowego Igreț. Wodospad tworzy trawertynowa skała o wysokości około 7m. Przypomina on trochę słynny wodospad Bigar.





Wjechaliśmy już powoli w kolejne pasmo górskie, Góry Pădurea Craiului, czyli Królewski Las. Góry zajmują północno-zachodnią część Gór Zachodniorumuńskich. Znajdziemy tu liczne doliny z dzikimi wąwozami, jarami i wodospadami, jaskinie, a przede wszystkim zawieszone płaskowyże z zamkniętymi basenami i dolinami zapadliskowymi. Jeśli pokryjemy tę urozmaiconą i niezwykle dziwną rzeźbę gęstymi lasami bukowymi i dębowymi oraz rozległymi łąkami, otrzymamy niemal pełną charakterystykę krajobrazu
gór Pădurea Craiului .
Cel obrany na jaskinię Peștera Osoi. Jednak po drodze trafia nam się mega malownicza polana z wijącym się strumieniem, więc postanawiamy zakończyć tu dzień. Opału mamy tu pod dostatkiem, wiec od razu zapłonęło ognisko. Dziś na ruszcie wylądowała wiejska kaszanka z zająca 😉 Miejsce mega, nikt tu więcej nie dojechał na piknik, więc zostajemy tu na dwa dni.























Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
