Po dusznej i ciepłej nocy, jeszcze przed świtem rozhulały się burze. Prognoza pokazywała, że burze będą trwały cały dzisiejszy dzień, noc i dzień następny. Podczas błyskawic i huku grzmotów zjedliśmy śniadanie i postanowiliśmy spróbować coś zobaczyć w okienkach pogodowych. Udaliśmy się w kierunku Przylądka Cabo Touriñán, to najdalej na zachód wysunięty punkt Hiszpanii, zwieńczony latarnią morską. Jednak po ujechaniu kilkunastu kilometrów wąska i górska droga zamieniała się powoli w potok, z nieba lało jak z cebra, a pioruny waliły po pobliskich wzgórzach. Robiło się ciut niebezpiecznie i ostatecznie zawróciliśmy, by nie kusić losu, tym bardziej, że pogoda nie rokowała, że uda się na przylądku wyjść z kampera.
No cóż, na pogodę nie mamy wpływu, ale można złą aurę wykorzystać np. na uzupełnienie zakupów i zrobienie prania. Uzupełniliśmy spożywkę i zajechaliśmy do chińskiego sklepu by kupić jakieś świecidełka do wystrojenia kampera na święta, klej i farbki, bo chcemy zrobić girlandy z tutejszych wielkich szyszek sosnowych i małych aromatycznych z drzew eukaliptusowych. W mieście Fisterra zrobiliśmy konkretne pranie z suszeniem.

Po zrobieniu prania pogoda dalej nie rokowała, więc znaleźliśmy ustronne miejsce w tutejszym porcie, schowaliśmy się za falochronem i zostaniemy tu do jutra. Może jutro pogoda będzie łaskawsza, choć prognozy nie dają dużej nadziei.






Czas umila nam stacja radiowa o ciekawej nazwie 😉

Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
