Postanowiliśmy zostać w tym miejscu jeszcze dzień, by pies się bardziej do nas przyzwyczaił. To była jego pierwsza noc w kamperze, nie nabrudził i spał grzecznie. Rano go wypuściłem, polatał, pozałatwiał swoje potrzeby, dostał michę i wbił do kampera. Przespał prawie cały dzień, wyszedł już późnym popołudniem. Podumaliśmy co tu robić, bo miał z nami trochę pojeździć zanim trafi do Polski, ale chyba skrócimy wyjazd, żeby się do nas aż tak bardzo nie przyzwyczaił, a my do niego. Kolejny problem, to w takich miejscach w Rumunii zawsze są psy i różnie mogło by być, gdyby nagle w ich rewirze pojawił się Nunuś. Nawet smyczy i obroży nie mamy. Więc po drodze musimy gdzieś kupić. Zobaczymy też jak będzie znosił jazdę samochodem. Czy uda się szybko wrócić, czy krótszymi etapami. Na razie widać, że pies okazuje coraz więcej radości i zaczyna zachowywać się jak szczeniak, smutek z mordy zniknął, ogon mało się nie urwie, więc będzie dobrze 🙂
















Odkryj więcej z Czas na Life
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
