Dzień 228 – Uciekinier z Rumunii już w nowym polskim domu

Rano nie dałem Kasi pospać, szybkie śniadanie i jedziemy z Nunusiem w stronę Polski. Pewnie zajmie nam to parę dni. Pies pewnie w życiu nie jechał samochodem i pewnie będą przeboje.

Dostał skromne śniadanie na drogę, polatał, wysikał się i wrócił do kampera. Odpalenie silnika i szok, ruszam, psina bardzo wystraszona ale grzeczna. TransApuseana to same zakręty, więc z góry zjeżdżam powoli, by mu błędnik nie oszalał. Po jakimś czasie się uspokoił i już grzecznie leżał.

Może nie będzie tak źle, a po 150 km wymiotuje. Na szczęście na kocyk, więc jeden koc do kosza, dostaje drugi. W końcu pierwsza przeszkoda, czyli granica Rumuńsko – Węgierska. Przelatujemy bez problemów pusto. Na Węgrzech robimy dłuższą przerwę, żeby psina załatwiła swoje potrzeby. Otwieramy drzwi na oścież, ale boi się wyjść. Po jakiś 10 minutach odważył się. Obwąchiwał nowe miejsce, zataczał coraz większe kręgi, aż w końcu załatwił swoje potrzeby. Jedno gwizdnięcie i pies przy kamperze, choć nie chętnie wsiadał do środka, to jednak jest bardzo posłuszny. Jedziemy dalej.

Psina już się trochę przyzwyczaiła do jazdy, ale stres jest, bo liże cały czas przednie łapy. Kasia siedzi z nim z tyłu, by się czół pewnie. Kolejna granica Węgiersko – Słowacka i tu cyk, zatrzymuje nas patrol Straży Granicznej (z powodu pryszczycy są kontrole fito sanitarne). Chwila strachu, ale tylko sprawdzili dokumenty, psa nawet nie widzieli. Jedziemy dalej, tym razem krótka przerwa w Słowacji.

Pies daje radę, chyba dociągniemy do Polski. Kolejna granica, tym razem Słowacko – Polska, tutaj wiem, że jest stały posterunek fitosanitarny, ale nie na samej granicy tylko kilka kilometrów już w głąb Bieszczadów. Najwyżej sprzedamy historię, że znaleźliśmy go w Polsce. Oczywiście zatrzymują nas, ale tylko pytają, Polacy? Tak. Dwie osoby? Tak. Nie sprawdzają nawet dokumentów i jedziemy dalej. Nunuś jest już bezpieczny.

Jesteśmy padnięci i wstępnie mieliśmy zrobić biwak w Bieszczadach i jutro jechać pod Przemyśl. Ale pies tyle przejechał, więc jeszcze te dwie godziny da radę a nie będzie się już jutro stresował. Dzwonimy do nowej jego pani, wyjedzie trochę na spotkanie. Spotykamy się w Przemyślu. Piesek przekazany, trochę nam smutno, ale ważne, że dostał dom. Dom i 30 arów podwórka do biegania. Chyba z godzinę jeszcze gadaliśmy opowiadaliśmy, aż trzeba było się pożegnać z Nunusiem.

Można powiedzieć, że cała akcja zakończona sukcesem, tylko Nunuś znacznie skrócił nam pobyt w Rumunii, ale trudno, bo i tak na początku lipca tam wracamy na dłużej. Teraz jesteśmy padnięci i głodni, więc do Maka na burgery i na biwak. W Przemyślu jest fajny parking dla kamperów, więc nie musimy daleko szukać. W sumie przewalone dziś 650 km chyba z połowa przez góry, więc jechaliśmy 13 godzin. Chyba było warto, świata nie zbawiliśmy, ale jeden psiak wygrał los na loterii i będzie miał dobre życie.

No votes yet.
Please wait...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Odkryj więcej z Czas na Life

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.